Tag: Shan Sa

Brama Niebiańskiego Spokoju, Shan Sa

Wiele osób wie, że wielką miłością darzę książki i autorów pochodzących z krajów Dalekiego Wschodu. Każda z nich otwiera mi oczy, pokazuje kulturę, która jest mi znana tylko pobieżnie -bo na ile można poznać dany kraj tylko przez co, co się czytało/oglądało w telewizji? Cieszę się, że każda książka, po którą sięgam przynosi ze sobą dużo emocji i nową wiedzę.
Shan Sa urodziła się w Pekinie w rodzinie literatów. Jako dziecko nazywała się Yan Nini (oznaczające po chińsku dziewczynkę) jednak zmieniła imię na Shan Sa, które to oznacza ‚szum gór’, aby podkreślić swoją silną osobowość i dążenie do dojrzałości.
W 1994 roku, Shan Sa ukończyła studia z zakresu filozofii. Od 1994 do 1996 pracowała jako sekretarz malarzy Balthus . Później wydała swoje pierwsze dwie powieści oraz zbiór poezji, spotkała się z uznaniem krytyków. W 2001 roku wydała swój największy sukces książkę „The Girl Who Played Go” (La Joueuse de Go). Książka otrzymała wiele nagród, m.in. Prix Goncourt des Lycéens (Prix Goncourt z uczniów szkoły średniej). 

Tłumaczenie: Krystyna Sławińska
Tytuł oryginału: Porte de la Paix Célesle
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 2003 (data przybliżona)
ISBN: 8370794580
Liczba stron: 121

„Brama Niebiańskiego Spokoju” to historia umieszczona w czasach komunistycznych rządów w Chinach, już po śmierci Mao, podczas buntów studentów i ulicznych zamieszek. Ayamei jest jedną z przywódców grup strajkujących studentów, która cudem unika śmierci podczas jednej z zamieszek. Na swojej drodze poznaje wiele osób, które starają się ją chronić. Zhao jest żołnierzem wyznaczonym do odnalezienia uciekinierki. Z czasem, czytając wpisy z dziennika dziewczyny odkrywa jej całkiem inną twarz…

Jest to piękna historia, pełna smutku, strachu i nadziei na lepsze życie, na lepszy świat. Jest to też historia o rodzącej się po cichu miłości, która jest silniejsza niż rozkazy, niż wojna… 
Łatwo jest się wczuć w klimat powieści- rozumieć targane bohaterami emocje. Piękne i ciekawe miejsca pokazują nam całkiem inne Chiny– pełne piękna, dziewicze, gdzie ludzie mieszkają w maleńkich chatkach z drewna i żyją z tego, co sami wytworzą- z darów natury.

Powieść ma w sobie magię, którą odkrywa się stopniowo, strona po stronie.
Muszę jednak przyznać, że troszeczkę rozczarował mnie koniec- zbyt szybko się skończyła, a te 121 stron zaostrzyły apetyt na coś więcej…

Mimo to, polecam!
Moja ocena: 4+

PS Przypominam kochani o moim pierwszym blogowym CANDY
Zapisy trwają do 4.09! :)