Tag: Gościnne wystąpienie

Gościnne wystąpienie #4: Monika o autyzmie, niepełnosprawności intelektualnej w mediach.

Monika Ziółkowska – absolwentka Pedagogiki Specjalnej oraz Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu. Na co dzień pracująca, jako asystent osób niepełnosprawnych. Fanka bookcrossingu, chodzenia na film, a nie do kina oraz Adama Levina. Uważa, iż pogłoski o tym, że ideałów nie ma są mocno przesadzone. 
Kontakt: monikaaaz@o2.pl 


W pierwszej kolejności chciałabym serdecznie podziękować za zaproszenie mnie do grona osób, które na anty—materii mogą naskrobać zdań  kilka. Naskrobię i mam nadzieję, że będą to zdania, które staną się dla Was choć trochę wartościowe. Nieważne pod jakim względem, ważne, że dla Was. Będą wartościowe, jeżeli przytakniecie głową, zastanowicie się, wygooglujecie tytuł. 

Niepełnosprawność intelektualna oraz spektrum zaburzeń autystycznych – nie mogę zacząć od innego tematu. Nie mogę i nie chcę. Jestem totalnie pochłonięta „badaniem” wizerunku osób z niepełnosprawnością intelektualną oraz autyzmem i zespołem Aspergera w literaturze, sztuce, ale przede wszystkim w mediach. Nie będę agitować, nie będę namawiać, będę polecać. 

Dlaczego boimy się osób z niepełnosprawnością intelektualną? Boimy się tego, czego nie znamy, czego nie rozumiemy, ale boimy się także swoich reakcji. Merytorykę schowam sobie do kieszeni. Nie będę przecież rozpisywać się o swojej niezgodzie, na niektóre przekazy medialne, które moim zdaniem są od rzeczywistości oddalone. Rzucę kilka tytułów, które mogą być dobrą lekcją, przygodą. Tak, jak wspomniałam wcześniej nie chcę, aby niepełnosprawność intelektualna przysłoniła całą treść, chciałabym aby po prostu była zauważona. Nienawidzę, kiedy ludzie opowiadają mi fabułę filmów, nie czytam ich opisów, wystarczy mi zarys – resztę chcę odkryć sama. 

Polecę Wam na początek kilka tytułów i zmykam. Jeżeli mi pozwolą i jeżeli będziecie mieć ochotę, to jeszcze tu wrócę i zostawię kolejny ślad.

źródło

Pozdrawiam, 
monikaaaz

GOŚCINNE WYSTĄPIENIA to cykl tekstów wszelakich, na wszystkie możliwe tematy. Autorzy piszą o tym, co ich pasjonuje, bawi, wzrusza etc. Jeśli chcesz wystąpić w tym cyklu, napisz: mia.89@wp.pl 

Bardzo dziękuję Monice, za to, że zechciała napisać słów kilka na tak ważny, a, wydaje mi się bagatelizowany temat. Media odkąd pamiętam przywłaszczyły sobie status wyroczni, która pokazuje to co chce i jak chce. Większość z tych filmów widziałam i kocham nad życie. Płakałam, wzruszałam się, wpadałam w długie godziny zadumy opętana przez refleksje. Jeśli nie oglądaliście, obejrzyjcie któryś z nich. Warto. Myślę również, że Monika szybko wróci na łamy tego bloga z kolejnym artykułem :)

Poprzednie posty z tego cyklu:

Gościnne wystąpienie #3: Eleaina i Pożerana.

Nie lubię pisać o sobie. Nigdy nie wiem od czego zacząć, co ma być w środku i jak zakończyć. Poprosiłam więc o pomoc mojego Mistrza Jedi. Wspierane listą odtwarzania znalazłyśmy najbardziej pasujące określniki: Hollywood Whore, she likes rock’n’roll, love in an elevation, I want it all.
Jestem Eleaina, Nie oceniajcie mojej osoby, tylko moją pisaninę.

Wyobraź sobie…
blade spocone ciało kobiety. Stoi na środku chodnika wysokie, krągłe, majestatyczne. Ludzie mijają je beznamiętnie. Ruch uliczny, szum życia otacza je, ale go nie dotyczy. Biała, wilgotna skóra odznacza się wyraźnie wśród szarości miasta. Czarne, długie pijawki błyszczą od śluzu. Przyssane do rąk, nóg, jędrnych piersi, miękkiego brzucha, opijają się ciepłą krwią kobiety. Bez litości czerpią życie z bezbronnego ciała. Ich lśniące, śliskie ciałka wiją się nieustannie. Małe ząbki boleśnie przeżerają się przez kolejne tkanki. Nic ich nie powstrzyma. Dostaną to, czego pragną, nie bacząc na konsekwencje.
Wyobraź sobie…
smukłe stopy z sinymi paznokciami i z wyraźnie widocznymi żyłami. Delikatnie przybrudzone, jakby jeszcze niedawno biegały po polach. Teraz stoją na zimnych płytach chodnika. Białe, tłuste robaki kłębią się między palcami. Wiją się dynamicznie po cienkiej skórze, łaskocząc drapieżnie. Bezbronne w swej ślepocie. Szalone w swoim głodzie. Nie ma dla nich początku i końca. Jest tylko jeden sens, tylko jeden cel. Pożywienie, konsumpcja, pożeranie, zjadanie, pochłanianie. Napełnianie malutkich, zachłannych, ruchliwych ciałek martwą tkanką. Nieustanny głód przysłania wszystko inne. Nie można się ich pozbyć, nie można od nich uciec.
Wyobraź sobie…
twarz tej nieruchomej, bladej, pozbawionej życia dziewczyny. Jej bladoniebieskie usta rozciągnięte są w niemym krzyku. Sczerniały język zasłaniają stale wypełzające z gardła chrabąszcze. Szmer ich twardych, chitynowych pancerzyków, przyprawia nieświadomych przechodniów o zgrzyt zębów i zniesmaczone spojrzenia. Cienkie nóżki chrząszczy wybijają szybki rytm na zębach kobiety. Kłębią się, przepychają w ciemnym przedsionku gardła. Ranią wnętrze niegdyś rumianych policzków, ostrymi, błyszczącymi skrzydłami. Ale wszystkie upadają. Nie są zdolne do wzlotu, są za ciężkie, zdeformowane. Ich krótkie życie nie jest godne miejsca w pamięci.
Wyobraź sobie…
oczy. Duże, szkliste, łagodne. Okolone czarnymi, podkręconymi rzęsami, delikatnie podmalowanymi granatowym tuszem. Czarna otchłań źrenic, okolona błękitem nieba, wpatruje się w nicość. Nie widzi, bo nie chce widzieć. Obraz raz zobaczony trafia do pamięci, gdzie przetrwa dłużej niż na to zasługuje. Po tych szeroko otwartych, lekko wilgotnych oczach, pełnych błagań i rozczarowań, beztrosko wędrują duże, błyszczące muchy. Ich czarno-zielone odwłoki lśnią metalicznie i poruszają się delikatnie. Schludnie złożone skrzydełka dają ułudę intymności. Muchy brzęczą irytująco i bezsensownie. Podziwiają swoje odbicia w szklanych gałkach. Włochate, muszę nóżki drepczą w miejscu, jakby spokój i bezruch były im nieznane. Wdzięczą się, brzęczą, poruszają nieustannie.
I nagle coś się dzieje.
Z rozmazanego tłumu, obojętnie pędzącego przed siebie, wyłania się uśmiech. Na początku nieśmiały, potem coraz śmielszy. Pogodny, życzliwy, niewymuszony. Błysk wśród szarości, drgnienie powieki. Zaniepokojone muchy podrywają się do lotu. W otchłani źrenic pojawia się iskierka życia.
Mija chwila. Z jednostajnego szumu pośpiesznych kroków i niedbałych rozmów wydobywa się śpiew. Nieprofesjonalny, spontaniczny, pełen radości. Melodia jest przyjemna, słowa znane. A najważniejsza jest energia, siła z jaką dźwięki unoszą się w powietrze. Sine wargi kobiety, powoli i z wysiłkiem, zaciskają się, przerywając potok wulgarnych chrabąszczy. Kąciki ust unoszą się w niewprawnym uśmiechu. Z poranionego gardła wydobywa się mruczana melodia, która koi i leczy. Niespodziewanie.
Z tłumu wyłania się osoba, która nie obawia się białych, obleśnych robaczków. Staje naprzeciwko wciąż bladej kobiety. Spogląda w oczy, po których niedawno przechadzały się muchy. Zaczyna mówić. Słowa czułe i piękne, pełne troski i wsparcia, dobre i ciepłe, pozbawione wyrzutów i trosk, beztroskie i lekkie. Osoba wyciąga rękę, delikatnie przykłada dłoń do rumieniącego się policzka i kciukiem ściera samotną łzę. Nie zważając na wijące się pijawki, przyciska ponownie żyjącą do piersi. Pozwala jej słuchać  uderzeń serca. Otula ją ramionami, obdarza ciepłem.
Pijawki spadają na ziemię z tępym pluśnięciem. Białe robaki rzucają się na nowy pokarm, zostawiając czerwieniące się stopy. Krew napływa do ciała kobiety, która odzyskała chęć życia. Której pojedyncze ciepłe gest, czasami zupełnie obcych osób, pomogły pozbyć się robactwa.
Robactwa, które toczy zaciekły bój o pokarm. Białe miesza się z czarnym. Czerwień krwi zalewa wszystko. Mieszanka rozdartego, klejącego, obłego robactwa, wydziela niemiłosierny smród. Nie trwa to długo. Maź wsiąka w zimny, kamienny chodnik, który nagle porasta soczystą trawą. Kwiaty otwierają swe pączki w poszukiwaniu słońca.
Wyobraź sobie…
nagą, krągłą, rumianą kobietę. Pełną życia i radości. Leżącą na zielonej, sprężystej trawie wśród ferii kwiatowych barw. Wygrzewającą się w promieniach słońca, śmiejącą się perliście i cieszącą się możliwością istnienia.
Uśmiechaj się do ludzi. Może przywrócisz kogoś światu.

* * *
GOŚCINNE WYSTĄPIENIA to cykl tekstów wszelakich, na wszystkie możliwe tematy. Autorzy piszą o tym, co ich pasjonuje, bawi, wzrusza etc. Jeśli chcesz wystąpić w tym cyklu, napisz: mia.89@wp.pl 
Jestem wielką fanką Eleainy i jej opowiadań. Każde z nich jest niczym podróż w najczarniejsze odmęty ludzkiej duszy. Jest w nich wiele mroku, ale też i nadziei. Szczypta promieni słonecznych przebijających się przez ciemną zasłonę z mgieł. Uwielbiam jej prozę i strasznie się cieszę, że zgodziła się napisać coś specjalnie dla mnie. Dziękuję Ci, a Wam mam nadzieję, że się podobało :) Napiszcie koniecznie co myślicie :D

Gościnne wystąpienie #2: Karolina o miłości do muzyki

Mam na imię Karolina, znajomi mówią na mnie Karo. Mieszkam w Gdańsku, w Polsce, od dziecka. Myślę o przeprowadzce za granicę, ale to tylko na razie plany. Chodzę do 4 klasy technikum, w tym roku maturka i egzamin zawodowy. Zaczynam się bać ;)

Nigdy nie wiem co mam pisać o sobie. Jestem bardzo cichą i skromną osobą, chociaż w towarzystwie uchodzę za osobę bardzo wygadaną, towarzyską, tzw ‘śmieszkę’. Ale ja wcale taka nie jestem. Tj. jestem, jak jestem z nimi, z moimi najbliższymi. Myślę, że każdy człowiek tak ma – gdy jest sam jest zupełnie inną osobą, niż gdy jest ze swoimi bliskimi. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy to dobrze. Po prostu – tak mam. I gdy odczytałam wiadomość od Mony, która poprosiła mnie, żebym napisała tekst o tym o czym chce na jej bloga, to się pozytywnie zdziwiłam – naprawdę! To prośba o jakieś takie moje… wywody na jakiś temat (albo i żaden), ale jednak – uśmiechnęłam się.

Tak jak już wspomniałam w tej krótkiej notatce, jestem uczennicą 4 klasy technikum w Sopocie na profilu technik obsługi ruchu turystycznego. Brzmi może nieco skomplikowanie, ale nawet lubię to czego się uczę. Jednak nie planuję pracować w tym zawodzie – tak, to prawda. Ciągnie mnie do innych rzeczy/pracy… Ale o tym może kiedy indziej.

Chciałabym tutaj, w tym poście, w tym tekście powiedzieć o jednej z najważniejszej rzeczy w moim życiu – mianowicie o muzyce. Muzyka to nieodłączna część mojego życia. Jest ze mną wszędzie. W domu, w tramwaju, w autobusie, w drodze do szkoły, ze szkoły, w drodze do znajomych, ze znajomymi… Jakiej muzyki słucham? Nie umiem tego konkretnie określić. A czego słucham? Ben Howard, Bon Iver, Passenger, Ed Sheeran, John Mayer, Kings of Leon, Daughter, James Blake, James Vincet McMorrow, Mumford & Sons… Dużo by tego wymieniać. Muzyka, muzyka. Staram się popierać legalną kulturę, więc kupuję płyty CD. Oryginalne. Tutaj na zdjęciu moja mała kolekcja płyt, które udało mi się kupić przez ostanie parę lat (nie ma chyba tutaj tylko płyty Fismolla).


Jak i muzyka to i koncerty. Zdecydowałam się właśnie teraz, że opowiem Wam o koncertach na jakich udało mi się w tym roku być. Było ich parę, nie bardzo dużo, ale były to dla mnie niesamowite koncerty, każdy był jedyny w swoim rodzaju.

Pierwszym koncertem w tym roku była Balmorhea. Pochodzą z Toronto. Na ich koncercie mogłam być w ramach Dni Muzyki Nowej organizowanych przez Kino Żak w Gdańsku. (Przed nimi występował Piotr Orzechowski, który ‘grał’ na fortepianie.) Tamtego wieczoru byłam w niebie muzycznym… Podczas powrotu do domu, nie mogłam uwierzyć, że to już koniec.. Oczywiście, zakupiłam ich najnowszą płytę Stranger, wszyscy członkowie zespołu podpisali mi się na płycie.


Następny koncert to Koncert Muzyki Filmowej w czerwcu (jeżeli dobrze pamiętam), prezentowany przez Wielką Orkiestrę Filharmonii. Tak – mam słabość do muzyki filmowej, wieeeeeelką słabość. Muszę to przyznać. Koncert był organizowany w Hali Ergo Arena na pograniczu Gdańska i Sopotu. Przybyło dużo ludzi. Była grana głównie muzyka John’a Williams’a – kompozytora znanego między innymi z ‘Gwiezdnych Wojen’. Świetny koncert, naprawdę, bardzo mi się podobał! :)
No i nadszedł na jeden z największych koncertów na jakim na razie udało mi się być. Był to koncert dłuuugo oczekiwany przeze mnie od lutego tego roku, gdy wraz z moimi znajomymi postanowiliśmy jechać do Krakowa w połowie sierpnia, a mianowicie na Coke Live Music Festival. Kupiliśmy bilety na dzień drugi, a więc na koncert Florence and The Machine. Koncert był w sobotę, a my w piątek rano wyruszyliśmy do Krakowa, żeby na spokojnie się ze wszystkim wyrobić. W sobotę po południu zwiedziliśmy nieco Krakowa, a po 17 byliśmy już na terenie festiwalu. Mogłam zobaczyć na żywo jeszcze takie zespoły jak: Łagodna Pianka, Marika i Spokoarmia, The Cribes (Anglicy, robiący pogo w kółeczko, 30 metrów od sceny, byli najlepsi), Tres.B (moja nowa, wakacyjna miłość!!)… (zamiast Tres.B ogólnie miał wystąpić Wu-Tan-Clan, ale z ‘przyczyn technicznych’ przesunęli ten koncert na 1 w nocy). Po Tres.B nadszedł czas wyczekiwania. Gdy na scenę została wprowadzona harfa tłumy zaczęły piszczeć. Nie muszę chyba mówić, że wszyscy ludzie znajdujący się wokół mnie mieli wianki specjalnie przygotowane na koncert Flo oraz całe twarze mieli wymalowane brokatem. Klimat nieziemski. (pomijając tysiące ludzi, którzy na Ciebie napierają, ale to – mniejsza!). Sam koncert Florence i jej całego zespołu – CZYSTA MAGIA…Co mogę więcej napisać? To trzeba przeżyć, żeby doświadczyć tego, co ja wtedy czułam. Rewelacyjny koncert, naprawdę. Poniżej na zdjęciu ja, podczas koncertu The Cribes. Oczekiwanie na Florence.
Następnym koncertem (i jeszcze nie ostatnim w tym roku) był koncert mojego ukochanego Fismolla. Fismoll Arek Glensk – został przeze mnie ‘wynaleziony’ rok temu, w grudniu, gdzieś na YT. Dokopałam się do mojej ulubionej ‘strony YouTube’ i znalazłam właśnie Fismolla. Obiecałam sobie wtedy, że jeżeli kiedykolwiek ten gość będzie u mnie w mieście na koncercie, to na 100% muszę na niego iść. Marzenie się spełniło – 18 października w moim ukochanym Klubie Żak, byłam na koncercie Fismolla. Najskromniejszy człowiek na Ziemii. Nie poznałam dotąd jeszcze żadnego człowieka tak skromnego, jakim jest Arek. Naprawdę. Oczywiście – autograf na płytce obowiązkowy. Całego zespołu :D Rozmowa z Fismollem oraz z Jego managerem (który w prawdzie sam nas zagadnął) – udana. 

W swojej ‘karierze koncertowej’ byłam jeszcze na koncercie Czesława Mozila i Hey. Szału nie ma. Są ludzie, którzy praktycznie co miesiąc chodzą na jakieś koncerty. Ale ja nadal czekam, wyczekuje na ten jeden z najważniejszych koncertów na jakim chciałabym być, a mianowicie na koncercie Bena Howarda i Johna Mayera. To takie moje małe, skryte marzenia. Zobaczymy co z tego wyniknie. 
W grudniu jadę do Warszawy na kolejny Koncert Muzyki Filmowej – tym razem z bajek Disney’a. Nie mogę się już doczekać :)

Dziękuję, że dotrwaliście aż tutaj. Miło było mi napisać te parę zdań, te moje refleksje na jeden z moich ulubionych tematów – muzyka. Tulę mocno, do usłyszenia jeszcze, może kiedyś? :)

Karo. 
– link do jednej z piosenek Balmorhei z płyty ‘Stranger’ http://www.youtube.com/watch?v=NiiMBnKYYXM polecam gorąco :D
GOŚCINNE WYSTĄPIENIA to cykl tekstów wszelakich, na wszystkie możliwe tematy. Autorzy piszą o tym, co ich pasjonuje, bawi, wzrusza etc. Jeśli chcesz wystąpić w tym cyklu, napisz: mia.89@wp.pl 

Bardzo dziękuję Karolinie za ten tekst. Przypomniał mi bowiem moje własne koncertowe wojaże i emocje jakie zawsze podczas takich imprez, mi towarzyszą.  Strasznie fajnie czyta się o spełniających się marzeniach, pasji i radości, prawda? :) Jeszcze raz Ci dziękuję, a Wy napiszcie na jakie koncerty chodzicie? 

Gościnne wystąpienie #1: Klaudia o Nowym Jorku, życiu i pasji.

Nazywam się Klaudia. Mam 23 lata I jestem studentka dziennikarstwa na uniwersytecie Columbia.


Do USA przeprowadziłam się w 2010 roku. Mieszkam w mieście na samej północy stanu New Jersey (Jersey City). Miasto jest położone nad rzeką Hudson, która oddziela je od Nowego Jorku. Z okna w moim pokoju widzę Empire State Building. Moja uczelnia jest, również w Nowym Jorku.

Może na początek wspomnę, że kiedy napisała do mnie Mona, poczułam się zaszczycona, bo w sumie co może być ciekawego we mnie? Jestem zwykłą osoba, która nie wyróżnia się niczym ciekawym, ale jak to ktoś powiedział, w jednym z moich ulubionych seriali Glee„Bycie częścią, czegoś wyjątkowego, czyni Cię wyjątkowym”. Nasuwa się pytanie – czego częścią jestem? Jestem elementem jednego z wyjątkowych miast. Zawsze, kiedy mam gorszy humor, czy brak weny lub po prostu gorsze samopoczucie, myślę sobie, że mieszkam 10 minut drogi od Nowego Jorku. Miasta gdzie, podobno spełniają się marzenia. Miasta gdzie wszystko jest możliwe. Skoro doszłam już tak daleko, to przecież nie mogę się poddać prawda?


Wylatując z Polski, myślałam, że spędzę tutaj tylko pół roku. Miałam wykupiony bilet powrotny. Dlatego też, nie przeżyłam pożegnania aż tak bardzo. Chociaż, oczywiście był płacz i strach. Tutaj się, jednak odnalazłam. Leciałam jako bardzo niepewna siebie i swoich możliwości osoba. Jeszcze nie stałam się tym, kim chciałabym być, ale jestem bliżej niż dalej. Poznałam tutaj wiele nietypowych i wyjątkowych ludzi. Można powiedzieć, że znalazłam swoja miłość. Nie zawsze jest kolorowo. Tęsknie za wieloma osobami, za rodziną, ale chyba mogę powiedzieć, że tutaj jest mój dom.

Kolejną rzeczą, którą się interesuję jest fotografia, od 2008 roku, kiedy dostałam swoją pierwszą lustrzankę. Nie uważam się za w artystkę, nie myślę, że moje zdjęcia są niepowtarzalne, ale lubię to robić. Lubię chodzić po ulicach Nowego Jorku i uwieczniać jego piękno na fotografiach. Od pół roku jestem kursantka New York Institute of Photography. Chociaż w większości jestem samoukiem. 

Moje największe osiągnięcie, jeśli chodzi o fotografię? Chyba wystawienie moich trzech zdjęć Nowego Jorku na wystawie, której dochód szedł na budowanie szkól w Afryce. Wszystkie trzy się sprzedały. Jestem z tego bardzo dumna, chociaż dla kogoś może to być nic, dla mnie znaczy wiele, bo nie ma nic piękniejszego od uczucia kiedy twoja pasja może się na coś przydać : dla innych, dla bardziej potrzebujących. Fotografia jest dla mnie ważna. To taki mój sposób na określenie siebie. Jest dla mnie tak istotna w życiu,że nawet zrobiłam sobie coś co będzie mi o niej przypominało do końca życia.


To może teraz o mojej szkole. Pierwsza szkoła, do jakiej chodziłam w USA był, Uniwersytet Nowojorski. Chodziłam tam rok, później dostałam stypendium na Columbi. To jest chyba największe osiągnięcie mojego życia. Columbia University należy to tak zwanej Ligi Bluszczowej i wiem, że ludzie z USA przygotowują się do pójścia do niej przez całe swoje życie, a ja po prostu przyszłam i jeszcze dostałam stypendium. Wiem, że miałam więcej szczęścia niż rozumu, ale jednak to coś. Już 19 grudnia kończę szkołę z tytułem Magistra.

Kiedy postanowiłam, że moją przyszłością będzie dziennikarstwo, kiedy jeszcze nie marzyłam o studiowaniu w USA miałam jedne marzenie. Była nim praca w New York Times. Szczerze? Było to jedno z marzeń, w którego spełnienie nie wierzyłam. Tak jak wiele małych dziewczynek marzy, że będą księżniczkami. Kiedy w 2011 roku dostałam propozycję praktyki własnie w New York Times, nie mogłam uwierzyć w to, że moje prawie zapomniane marzenie, właśnie się spełnia. Nie do końca, bo przecież praktyka to jednak nie to samo, co praca prawdziwego dziennikarza, ale jednak byłam już bardzo, bardzo blisko. Z tej okazji zrobiłam sobie drugi tatuaż, który zawsze będzie mi przypominał, żeby wierzyć w marzenia. I tak wakacje się skończyły i również moja praktyka. Wróciłam do normalnego życia. Szkoła, dom, czasem jakaś dodatkowa praca… I nagle któregoś dnia znowu odezwał się do mnie ktoś z New York Times i zaproponowali mi pracę po szkole. Na początek będzie to pewnie zwykłe przynieś kawę itp. ale przecież będę tam,  pracowała w New York Times. Spełni się moje marzenie. Może nie do końca tak jak chciałam, ale przecież skoro doszłam aż tu, mogę dojść do pracowania tam jako prawdziwy dziennikarz.

Więc studiuje, fotografuję i czekam na wymarzoną pracę dziennikarza. Czym jeszcze się zajmuję? Od września uczę w Polskiej Szkole w Jersey City. Jest to szkoła dokształcająca. Jest ona soboty i uczęszczają do niej dzieci, które pochodzą z polskich rodzin mieszkających w USA. Bardzo to mi się podoba, że zazwyczaj dzieci urodzone są w USA a mają możliwość pielęgnować swój ojczysty język i Polskie tradycje.


Miałam napisać o moim życiu w NJ i NYC a wyszło w ogóle co innego. Chciałam podziękować Pandorci / Monie za to, że zaprosiła mnie do napisania tego posta. Przypomniało mi to, że tęsknie za prowadzeniem bloga. Mam photoblog od ładnych paru lat. Kiedyś prowadziłam go regularnie. Teraz już rzadziej tam bywam a pisanie tego, przypomniało mi, ze lubię to. Kocham pisać. Chyba zmotywuje się bardziej do mojego internetowego życia. Pragnę wspomnieć tylko, że dzięki internetowi poznałam jedną z najbliższych mi osób. To już prawie 8 lat od pierwszego napisania do siebie. Jesteśmy teraz jak siostry. Pozdrawiam z tego miejsca moja kochaną Kasie. Pozdrawiam również Monę i wszystkich czytelników jej wspaniałego bloga. Cieszę się, że mogłam ją poznać, chociaż internetowo. Jest wspaniałą osobą i jeśli potrzebuję kogoś kto poda mi dobry tytuł książki, wiem ze mogę się do niej zgłosić i wiem, że na pewno mi się spodoba.

A wam wszystkim powiem na koniec, żeby nie bać się marzyć. Bo nawet te najśmielsze marzenia mogą się spełnić. Wierze w was wszystkich !

Pozdrawiam,
Klaudia.

* * *

GOŚCINNE WYSTĄPIENIA to cykl tekstów wszelakich, na wszystkie możliwe tematy. Autorzy piszą o tym, co ich pasjonuje, bawi, wzrusza etc. Jeśli chcesz wystąpić w tym cyklu, napisz: mia.89@wp.pl 

 Dziękuję Klaudii za wyrażenie chęci udziały w tym projekcie. Bardzo szybko dostałam od niej tekst, który mnie wzruszył. Wszakże nie ma nic piękniejszego niż spełnianie marzeń. I właśnie tym, optymistycznym i inspirującym akcentem rozpoczynam nowy cykl. Cykl Waszych tekstów.