Kategoria: Literatura niemiecka

Na zachodzie bez zmian, Erich Maria Remarque

Nigdy jakoś specjalnie nie wierzyłam w przeznaczenie czy też przypadek rządzący naszym życiem. Wszystko to zdawało mi się nic nie wnoszącą ideologią… Teraz uważam całkiem, zgoła inaczej. Czyż nie dzięki przypadkowi natrafiłam na tę książkę na półce chłopaka mojej przyjaciółki Leny? Czyż nie dzięki przypadkowi zanurzyłam się w te słowa i zakochałam się w nich bezgranicznie? 
Od tamtej pory wierzę w przypadek i wierzę, że niektóre wydarzenia mają miejsce w najodpowiedniejszym dla nas momencie, jakby czekały na nadarzającą się chwilę i zmieniają nas. I ta książka właśnie do nich należy. Zmieniła mnie.
Erich Maria Remarque to niemiecki pisarz. Na jego twórczość wielki wpływ miały obie wojny światowe. Jako 18-latek Remarque trafił na front I wojny światowej. 
Później został wiejskim nauczycielem, a następnie wykonywał inne zawody 
Już w 1920 roku wydał swa pierwszą powieść – „Dom marzeń”Największą sławę przyniosła mu wydana w 1927 roku książka „Na Zachodzie bez zmian”. Jest to wstrząsająca historia pokazująca wojnę z perspektywy bardzo młodych ludzi. Remarque głosił pacyfistyczne poglądy.

„Na zachodzie bez zmian” to krótka powieść o niesamowitej sile oddziaływania. Po raz kolejny przekonałam się, jak niewielkich rozmiarów książeczka potrafi sprawić, że cała drżę, marznę i płaczę. Przez wiele minut, które jej poświęciłam, zżyłam się z bohaterami, słyszałam gwar i ciągłe zawodzenie frontu w tle, niezliczone odgłosy życia żołnierzy w barakach, lazaretach, pociągach czy okopach. Sugestywny obraz, który wrył się w moją podświadomość i do dnia dzisiejszego nie chce opuścić…

Tłumaczenie: Stefan Napieralski
Tytuł oryginału: Im Westen nichts Neues
Seria: Kolekcja Gazety Wyborczej – XX wiek. tom 3
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Data wydania: 2004
ISBN: 83-89651-52-1
Liczba stron: 158
Paweł jest jednym z osiemnastolatków, którzy zaciągają się  do wojska za namową Kantorka, nauczyciela, który głosi patriotyczne poglądy i surowo każe każdą niesubordynację. Każdemu z jego rówieśników wydaje się, że wojna i walka za ojczyznę to największy honor i zaszczyt, jaki może ich spotkać. Szkoda tylko, że nikt nigdy nie mówi, jak jest w rzeczywistości. Nigdy nie pamięta się, bowiem, zwykłych rekrutów. Podaje się liczbę zabitych, zapominając, że każdy z nich miał rodzinę, marzenia i plany… O tym właśnie jest ta książka: o wojnie, z perspektywy młodych chłopaków, którzy nie zaznali jeszcze życia, nie poznali całkiem jego uroku, a już zostali wessani przez mrok okopów i widzieli zbyt dużo. Każdy dzień to walka, nie tylko o wyższe cele, patetycznie głoszone, ale i o życie, własne życie i życie pobratymców. Choroby, marny wikt, a jedyną rozrywką w chwilach pozornego spokoju, gra w Skat…

„(…) My nie jesteśmy już młodzieżą. Nie pragniemy już zdobyć świata szturmem. Jesteśmy uciekinierami. Uciekamy sami przed sobą. Przed naszym życiem. Mieliśmy osiemnaście lat i rozpoczęliśmy miłować świat i istnienie; musieliśmy strzelać do tego. Pierwszy granat, który padł, trafił w nasze serce. Jesteśmy odcięci od tego, co czynne, od dążenia, od postępu. Nie wierzymy już w to wszystko; wierzymy w wojnę.” – (str. 52)  


„Na zachodzie bez zmian” to powieść inna niż wszystkie wojenne, które do tej pory czytałam. Jest w niej dużo refleksyjności w całej tej otoczce śmierci, strachu i brudu. Jest to opowieść, która naznaczona jest okrucieństwem, którego ci młodzi rekruci wcale nie chcą zadawać. Opowieść przepełniająca serce trwogą, sugestywna w zimnych opisach miejsc i zdarzeń, wprawiająca czytelnika w stan, z którego ciężko się oswobodzić: stan osłupienia i przestrachu. Chyba nikt do tej pory nie oddał wojny, jej ogromu wnikającego w ludzi, tak dokładnie jak Erich Maria Remarque

Moje myśli krążą niespokojnie. Tej książki nie czyta się, tą książkę się przeżywa.

Polecenie jest zbyteczne. Ta książka porusza każdą strunę naszej duszy. Pokazuje każdą stronę wojny – nie tylko ten przerażający moment walki w okopach czy na froncie, ale również żołnierską codzienność, zabarwioną dymem papierosowym, sprośnymi żartami i tęsknotą za rodzinnymi stronami…

I może właśnie dzięki pacyfistycznym poglądom autora, książka ta ma tak wielką siłę oddziaływania, doskonale wpasowała się w moją duszę i wprawiła mnie w stan refleksyjny na długie godziny…

Moja ocena: 6

Giń, Hanna Winter

Stali czytelnicy mojego bloga, zdaje się, wiedzą, że za kryminałami nie przepadam. Ba, czytam ich tylko garstkę, jak już coś mnie naprawdę zaciekawi. Kryminały są dla mnie bowiem, zbyt sztampowe (przynajmniej te, które czytałam i taką opinię sobie przez nie właśnie, wyrobiłam), schematyczne i zazwyczaj, niestety, odgaduję kto jest mordercą… Zdarzają się jednak wyjątki, które sprawiają, że zaczynam wierzyć w potencjał tego typu literatury. Kryminały, które potrafią wbić mnie w krzesło, zbić z tropu i sprawić, że zakończenie powieści staje się dla mnie niesamowitym zaskoczeniem… Gdy zabierałam się za „Giń”, nie sądziłam, że trafię na właśnie taki kryminał- dobry z najwyższej półki (aż dziw, że autorka jest tak mało popularna na świecie!)…
Hanna Winter urodziła się we Frankfurcie nad Menem, ukończyła studia dziennikarskie i pracowała jako redaktorka. Jej pierwszy thriller „Ślady dzieci” w przebojowy sposób się bestsellerem. Obecnie jest pisarką i mieszka w Berlinie.
Lara Simons właśnie spełniła swoje marzenie, otworzyła kawiarnię w Berlinie. Włożyła w nią wiele trudu i pieniędzy. Była szczęśliwa, że swojej córce, Emmie będzie mogła zapewnić godziwą przyszłość. Na ojca Emmy, Rafała, co prawda mogła liczyć, ale po rozwodzie ich stosunki ograniczały się do minimum. W dniu, w którym poznajemy Larę, wydaje przyjęcie powitalne w swojej nowej kawiarni. Goście bawią się świetnie- pełen sukces! Niestety szczęście Lary długo nie trwa… Podczas powrotu do domu łapie gumę w aucie i jest zmuszona zatrzymać się na poboczu. Dzięki zrządzeniu losu łapie szybko taksówkę. Okazuje się jednak, że taksówkarz ma całkiem inne plany wobec Lary… W wyniku szczęśliwego wypadku Larze udaje się uciec od porywacza… Nie wie jednak, że to dopiero początek ucieczki, która ją czeka…
Tłumaczenie: Urszula Płóciennik
Tytuł oryginału: Stirb
Cykl wydawniczy: Fabryka Sensacji
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 01 październik 2012
ISBN: 978-83-7574-778-2
Liczba stron: 400
Sięgając po tę pozycję, spodziewałam się, szczerze powiedziawszy czytadła, które szybko się będzie czytało, ale i szybko się o nim zapomni. Co prawda, warsztat, jakim posługuje się Hanna Winter należy właśnie do lekkich, zgrabnie formułowanych zdań, obrazowych akapitów, bez zbędnych ozdobników, nie zaliczyłabym tej książki do zwykłego czytadła. Książka ta, oprócz lekkości w odbiorze, posiada również niesamowite bogactwo emocji, które udzielały się również mi w miarę czytania. Emocji, niekiedy skrajnych. 
Książka trzyma w napięciu, sprawiając, że ciężko się od niej oderwać, zwłaszcza ostatnie, kulminacyjne momenty sprawiają, że przez ostatnie sto stron czyta się każde słowo, zdanie z zapartym tchem. Może ciężko to sobie wyobrazić, ale ja, jako nie-fanka tego typów powieści, mogę zaświadczyć szczerze, że książka ta, z pewnością zasłużyła sobie na renomę (którą mam nadzieję, że zdobędzie) i na rzesze fanów. Napięcie w „Giń” jest niemalże namacalne. W pewnej chwili i po dłuższym czasie zauważyłam, że zaczynam się zastanawiać z bohaterami powieści nad całą sprawą, nad rozwikłaniem zagadki… i zaczęłam przeżywać każde ze zdarzeń na równi z główną bohaterką. Silne odczucia potęguje prosty przekaz. Doskonale zmontowane akapity, ograniczone opisy miejsc i postaci, zdają się kierować uwagę czytelnika tylko na zagadkę mordercy…
Doskonałym pomysłem było wplecenie do fabuły retrospekcji z przeszłości mordercy, niczym migawki z życia, którego nie rozumiemy, a które ciekawi. I wprawia w osłupienie. Całkiem udana charakterystyka mordercy i powodów, dla których zaczął zabijać. Moim zdaniem, autorka mogła jednak bardziej pogłębić ten temat, zanużyć się w psychikę takiej osoby i wydobyć na światło dzienne więcej. Mimo to, jest to doskonałe umilenie, schematycznego postępowania Policji. 
Nie ma nic lepszego niż ciepła herbata, koc i naprawdę dobry kryminał na takie jesienne dni, jakie właśnie przewijają się nam za oknami. Muszę przyznać, że stałam się fanką pani Winter i z niecierpliwością będę oczekiwać kolejnych książek spod jej pióra. 
Mogę tylko i wyłącznie polecić, każdemu, nie tylko fanom tego typu powieści.
Moja ocena: 5
Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

Elyria. Polowanie na czarownice, Brigitte Melzer

Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych Wydawnictwa Świat Książki  tę pozycję, od razu wiedziałam, że to książka dla mnie. Przeczytałam tekst promocyjny, zaciekawił mnie, ale do wybrania tej książki przekonała mnie niesamowita, hipnotyzująca okładka. Musicie przyznać, że przykuwa wzrok. :) Nie spodziewałam się jednak, że dostanę historię, która sprawi, że przez chwilę stracę oddech, a nawet zapłaczę. Byłam niemalże pewna, że dostanę zwykłą opowieść z nutką wartkiej akcji w niezwykłym świecie i z bohaterami, którzy zniknął wraz z końcem czytania. Jakże się pomyliłam…
Brigitte Melzer (ur. 8 sierpnia 1971 ) jest niemiecką pisarką. Pisze przede wszystkim książki dla dzieci, najchętniej z gatunku fantasy. Obecnie mieszka i pracuje w Monachium. Używała pseudonimu Morgan Grey dla historycznych opowieści fantasy, osadzonych w Szkocji, a także Kate Logan Grusel, gdy pisała horrory.
Elyria pochodzi z Wędrownego Ludu, mieszka od dziecka w trupie komediantów, która wędruje z miejsca na miejsce, by zarobić na życie zabawiając ludność danej mieściny. Pewnego dnia razem ze swoim bratem Gwynn’em znajduje złoty medalion, który został, najwidoczniej skradziony ze Świątyni w miasteczku, w którym akurat się zatrzymali. Elyria postanawia odłożyć na miejsce klejnot, by oszczędzić kłopotów swojej rodzinie i przyjaciołom. Niestety podczas próby zwrócenia medalionu zostaje osądzona o jego kradzież i napiętnowana znamionem złodziejki. W więzieniu dostrzega ją Peristaes, najwyższy Łowca Czarownic, jej oczy niemalże złote, przypominają mu o starej przepowiedni. Wpada w popłoch i zaczyna przesłuchiwać Elyrię. Chce wydobyć z niej za wszelką cenę prawdę… Nie przypuszcza jednak, że za całą tą historią jest drugie dno, bardziej mroczne i budzące strach, bowiem przeznaczenie odnajdzie każdego…
Tłumaczenie: Bożena Michałowska-Stoeckle
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: sierpień 2012
ISBN: 978-83-7799-189-3
Liczba stron: 320
„Elyria. Polowanie na Czarownice” jest książką napisaną przystępnym, prostym (nie prostackim) językiem, którą pochłania się w jedną chwilę. Ta prostota nie jest bynajmniej wadą, wręcz odwrotnie. Autorka doskonale się spisała, przystępność jej języka nie uwłacza wielowymiarowości książki. Przekaz jest prosty, dzięki czemu posiada większą siłę oddziaływania. Wartka akcja, żywi bohaterowie, którym z każdą stroną zaczynam współczuć, zżywać się z nimi; fabuła pełna mistyki- to wszystko sprawia, że mamy przed sobą książkę, która stała się jedną z moich ulubionych. Wszystko w niej jest wyważone, każda akcja ucieczki i pościgu, przemyślana. Każda romantyczna chwila rozgrzewa serce, ale nie jest przesłodzona. Wzruszające momenty w książce nie są liczne, ale są elementem, który dodaje książce smaczku. 

Nie jest to opowieść tylko o miłości, choć miłość i przyjaźń zajmują bardzo dużo miejsca w fabule. Jest to opowieść o prześladowaniu i zaślepieniu. Magia w tej powieści jest czymś namacalnym, ale i niezgodnym z prawem obowiązującym w całym państwie Cartomien. Magia stała się wymarłą sztuką, a mimo to nadal ludzie padają bezpodstawnym oskarżeniom. Podczas Wojny Mocy (temat, który często przewija się w książce i jest rozlegle wyjaśniony) ginęli na stosie nie tylko Magowie i Druidzi, ale również zielarki, akuszerki i osoby niosące pomoc chorym. Wszyscy. To zdecydowanie przypomina mi, że również w naszym świecie takie rzeczy miały miejsce. Ludzie zawsze boją się rzeczy nieznanych, których nie rozumieją, a to rodzi, niestety nienawiść i agresję. Krwawe dzieje ludzkości z pewnością dla autorki były inspiracją, co dla mnie, jest wielkim plusem. 

Nie potrafię pisać, ta książka wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie, sprawiła, że na kilka chwil oderwałam się od rzeczywistości, która mnie ostatnimi czasy przytłacza. Napełniła mnie nadzieją i zaskoczyła na całej linii. Już dawno nie byłam pod takim wpływem jednej książki. W dobie, kiedy wielotomowe powieści fantastyczne są na porządku dziennym, ta jednotomowa opowieść jest orzeźwiająca. Życzę autorce sukcesu, bo naprawdę zasłużyła i mam nadzieję, że rozbuduje świat przedstawiony w książce i stworzy uniwersum, w którym będę mogła zanużyć się i trwać przez długi czas :)



Polecam!
Moja ocena: 5+

Dziękuję ślicznie za egzemplarz!



PS Czy tylko ja mam takie trudności w pisaniu o książkach, które naprawdę mnie urzekły i stały się moimi ulubionymi? Czuję się wymyta z twórczego potencjały, gdy muszę opisać książkę, która zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Mam pustkę w głowie- każde słowa i tak nie oddadzą tego ile uczuć i ile emocji przewinęło się w jednej chwili podczas czytania takiej książki.

PS 2 Jak widać powracam. Szykują się zmiany. :)