Kategoria: Literatura japońska

Wszystkie boże dzieci tańczą, Haruki Murakami

Zbyt dużo czasu minęło nim sięgnęłam po kolejną książkę pióra Murakamiego. Zapomniałam już ile potrafi ten człowiek wpleść znaczeń w kilku zdaniach. I jak potrafi przeszyć ludzką duszę, otulić ją w fabularną cząstkę i wymierzyć policzek albo mentalnie przytulić. Druga książka, którą przeczytałam (wcześniejsza, „Po zmierzchu”recenzja tutaj) jego autorstwa to zbiór opowiadań. Opowiadań łączących jedno wydarzenie: trzęsienie zmieni w Kobo. Opowiadania, które wryły się głęboko w moją duszę.
O Haruki Murakami pisałam pod poprzednią recenzją, gdyby kogoś ciekawiły informacje o autorze, odsyłam do notki o „Po zmierzchu”.

Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Tytuł oryginału: Kami no kodomo-tachi wa mina odoru
Wydawnictwo: MUZA
Data wydania: 10 stycznia 2007
ISBN: 83-7495-181-4
Liczba stron: 182
Są to naprawdę zróżnicowane opowiadania, jedno z nich, przykładowo, opowiada o mężczyźnie, którego zostawiła żona, niemalże bez pożegnania. Inne z nich opowiada o trójce przyjaciół od czasów studenckich i ich perypetiach. O niespełnionych miłościach. O poszukiwaniu siebie. O pogodzeniu się z własnym losem. O dotarciu do siebie samego. 
Każde z nich opowiada o drodze, którą nasi bohaterowie muszę przejść: tej wewnętrznej, metaforycznej, poznawczej wręcz, ale i tej geograficznej. Wszystko okraszone niedomówieniami, które pozwalają nam wyłuskać z nich refleksje, zastanowić się nad naszym życiem. Otwarte zakończenia, budują napięcie. Przy wielu z nich, odkładałam książkę na bok, zatapiałam się we własnych myślach, uśmiechałam do prawd, które nigdy u Murakamiego, nie są podane na tacy. Woalka metafor nie jest zawsze przejrzysta. Czasem trzeba „przetrawić” przeczytane słowa, by dostrzec to drugie dno. Sedno. I, dlatego też autor za każdym razem podbija moje serce na nowo. 
Zmusza do indywidualnego podejścia do czytanego tekstu i skłania do własnej, na swój sposób oryginalnej interpretacji. Czasem, czytając prozę Murakamiego, czuję się, jakbym czytała najpoczytniejszych poetów europejskich, tyle przesłań w tak prostych zdaniach. Kompilacja emocji i surowości obrazów. Połączenie doskonałej obserwacji natury ludzkiej i otoczenia z niezwykłym stylem narracji. 
Poznajemy w nich wnętrza ludzkie, ale i Japonię, jakiej nie znamy – jej ciemne, pełne napięcia miejsca, ale i te urokliwe, wiejskie. Mamy tutaj też wgląd na widzenie świata przez Japończyka, turystę (nie w stereotypowym tego słowa znaczeniu), choć też nie do końca.
Historie opisane w „Wszystkie boże dzieci tańczą” z pozoru proste, przedstawiają wiele wartości, nie są jednak moralizatorskie. Murakami nie ocenia, jest jedynie obserwatorem, słucha i widzi więcej. Opisując wszystko, stwarza wrażenie współczującego ojca, pokazującego drogę. W tych opowiadaniach jest wiele nadziei. Wiele mądrości, czasem oczywistych prawd ubranych w zdarzenia i osoby. Są pewnego rodzaju kluczem, kluczykiem do zrozumienia. 

„Najwyższą mądrością jest przezwyciężenie strachu”

Murakami nie mydli oczu, w piękny sposób ukazuje prawdę. Kto nie czytał żadnej prozy tego autora, może ciężko zrozumieć mój zachwyt nad jego pisaniem. Są w nim coś bliskiego, choć jednocześnie dalekiego. Coś wypełnionego ciepłem, ale i bólem. Trzęsienie ziemi w Kobe, które stało się tłem dla tego zbioru opowiadań, jest w pewnym sensie metaforą zmian ludzkich. Przełomowych zmian, do których człowiek dąży przez całe życie. Wszakże podjęcie niektórych decyzji wymaga od nas dojrzenia do nich i innego spojrzenia na dany problem. Są to opowiadania, w gruncie rzeczy, właśnie o takich przełomowych zmianach. 
Polecam bez dwóch zdań.

Moja ocena: 6

Zagłada, Akira Yoshimura

Czasem sięgając po książkę w bibliotecznej otchłani zapełnionych półek, nie mamy tak naprawdę pojęcia w jaką historię trafimy. Notki od wydawców, czasem są mylnie formułowane, przebarwione. Poddajemy się ruletce, czy czas spędzony w bibliotece i podczas czytania, to czas stracony?
Kocham wyprawy do bibliotek. Zawsze czuję się, jak na „polowaniu” czytelniczym. I nigdy, tak naprawdę nie wiem co wybrać. Tym razem wybór padł na „Zagładę” Akiry Yoshimury.
Akira Yoshimura, urodzony w 1927, prezes związku pisarzy japońskich, jest autorem pięciu powieści.

Sięgając po tę książkę, tak naprawdę nie wiedziałam, co mnie czeka. Cieniutka książeczka nie wydawała się nieść ze sobą zbyt wielu ważnych treści. Jakże pozory potrafią mylić. Nie ważny format, oprawa… słowa zawarte w książkach mają niezwykłą moc. Komponują świat, którego, zazwyczaj nie znamy (albo znamy, tylko z całkiem innej perspektywy); świat, który z każdą stronicą wchłania nas i sprawia, że staje się „nasz” przez drobną chwilkę. Z „Zagładą” miałam jeden, poważny problem: ten świat zioną chłodem. Nie potrafiłam się do niego, do końca przekonać. Sposób pisania (a może tłumaczenia?) sprawił, że ciężko się czytało już i tak dosyć ciężką tematykę.
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Tytuł oryginału: Hasen
Seria: Biblioteczka konesera
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2000
ISBN: 83-7255-435-8
Liczba stron: 128
„Zagłada” to historia pewnej japońskiej, średniowiecznej, nadmorskiej wioski. Jej troski, codzienne zmaganie z głodem, z zimnem, z ubóstwem. Codzienna tyrada walki z żywiołem. Walki z chorobami. I ciągła, nieustanna praca, by przeżyć kolejne miesiące… Ludzie sprzedający się w niewolę, by móc choć na trochę wyżywić rodzinę. Nadzieja ludności na przybycie, tzw. „łaskawego statku”– statku rozbijającego się o przybrzeżne skały, zwabionego przez ognie ważących sól palenisk. Taki statek, posiadający bogate ładunki potrafi wyżywić wioskę na kilka lat. Radość ogromna… ale bywa też tak, że to, co okazuje się w pierwszej chwili zbawieniem, może stać się przekleństwem…

Książka zapełniona przez opisy zmieniających się pór roku, codziennych obowiązków rybackich, wątpliwości i strachu o rodziny. Nasycona paniczną potrzebą przetrwania i ludzką niewiedzą. Zgubną chciwością, która może doprowadzić do tragedii. Książka pełna śmierci i smutku. Obrzędów i wierzeń. Książka o ludziach żyjących w wspólnocie, która z czasem staje przed zagrożeniem, z którego wyjdą nieliczni. Wspólnota dbająca o każdego.

Płytko, choć rzetelnie naszkicowane postacie- książka jest raczej dokumentem ukazującym życie takiej rybackiej wioski niż zapisem emocji bohaterów, choć i takie, oczywiście występują.
Ciężko było mi przebrnąć przez nią ze względu na sztywny język. Jeśli ktoś jest naprawdę ciekawy Japonii w każdym okresie, ta książka może sprawić mu przyjemność. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość.
Moja ocena: 3+

PS: Już niedługo wyniki konkursu!

Czarodziejka z Księżyca, tom 1, Naoko Takeuchi

„Czarodziejka z Księżyca” to jedna z moich ulubionych serii. Anime kocham od najmłodszych lat, ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie, by zapoznać się z jego pierwowzorem, aż do ostatniego roku, kiedy to po raz pierwszy przeczytałam pierwszy tom w wersji e-book’owej. Ostatnio jednak zapragnęłam zebrać wszystkie tomy mangi w wersji książkowej i przeczytać je od początku do końca. Tak oto, narodziła się na nowo, moja miłość do roztrzepanej Usagi Tsukino, tajemniczego Tuxedo i cudownej mówiącej kotce Lunie
Naoko Takeuchi , ur. 15 marca 1967 w Kōfu) – japońska mangaka. Jej prawdziwe imię to Naoko Kagashi. Naoko Takeuchi jest autorką mang takich jak „Chocolate Christmas”, „Miss Rain”, „Love Witch”. W Polsce najbardziej znana dzięki „Czarodziejce z Księżyca” oraz „Hasło brzmi: Sailor V”.

Nikt nie zaprzeczy faktowi, że to właśnie dzięki tej serii, manga i anime stały się w naszym kraju popularne i za czasów ukazywania się w tej serii w telewizji publicznej i wydawania jej w formie książkowej, manga i anime osiągnęły w naszym kraju wysoki poziom popularności. Żadna inna seria anime i żadna inna seria mangi nie osiągnęła takiej pozycji, jak właśnie „Czarodziejka z Księżyca”. Może w ocenie nie będę obiektywna, bo po prostu uwielbiam tę serię. Postaram się jednak spojrzeć na nią z całkiem innej strony i zastanowić się nad całą historią, nad postaciami i nad wydaniem polskim.

Tłumaczenie: Shin Yasuda, Eligia Bańkowska
Tytuł oryginału:
Bishoujo Senshi Sailor Moon
Seria:
Czarodziejka z Księżyca, tom 1
Wydawnictwo: Japonica Polonica Fantastica
data wydania:
1997
ISBN:
83-906786-6-7
Liczba stron:
194

Pierwszy tom „Czarodziejki z Księżyca” to początek historii. Usagi Tsukino (w polskim przekładzie, niestety imię głównej bohaterki zostaje zmienione na angielskie Bunny…) jest zwykłą czternastoletnią uczennicą szkoły podstawowej, ale tylko do pewnego czasu… Pewnego dnia, nasza bohaterka, jak zwykle zasypia do szkoły. Tym razem na jej drodze staje dziwny, czarny kociak z plastrem na czole. Usagi lituje się nad nim i odkleja plaster. Od tamtej chwili wszystko toczy się całkiem innym tempem. Luna, kocia wysłanniczka Księżycowego Królestwa poszukuje Wojowniczek, by pomogły jej odnaleźć Księżniczkę i Srebrny Kryształ. Pierwszą z nich zostaje właśnie Usagi i ona ma za zadanie, przy pomocy Luny, odnaleźć pozostałe Strażniczki/Wojowniczki. Ten tom opisuje drogę jaką Usagi i Luna przeszły by odnaleźć pozostałe trzy Wojowniczki.

Pierwszy tom, rozczarowuje, jeśli chodzi o wydanie. Poucinane napisy i szkice- to naprawdę okropne, gdy czytelnik musi domyślać się, co za słowo zostało ucięte. Żałuję również, że zmieniono układ czytania na europejski. To profanacja mangi jako gatunku literackiego. I niektóre szkice rozdziałów, są zbyt ciemne, ciężko odczytać napis, ciężko dojrzeć postacie… To błędy edytorskie, które w dzisiejszych czasach przejść by nie mogło, dlatego wybaczam je, zważając na fakt, że to była jedna z pierwszych mang wydanych w Polsce w ogóle. Te błędy i potknięcia nie umniejszają, na szczęście jakości szkiców i barwnej fabuły, którą uwielbiam. Niestety niekiedy strasznie irytowało mnie tłumaczenie, ale tak jak w powyższych przypadkach, wybaczam. 

Pierwszy tom „Czarodziejki z Księżyca” to opowieść o rodzącym się uczuciu nastoletniej miłości, o przyjaźni, która jest silniejsza niż śmierć, o odwadze, która przewyższa strach, o zasadach moralnych, które powinny tkwić w każdym z nas… to piękna opowieść o nadziei na ocalenie choć kilka kryształów ludzkiej dobroci. Kocham w tej opowieści romantyzm i patetyczność. Może to ‚sztuczny’ twór, w naszym świecei nie zdarzają się takie przyjaźnie, takie poświęcenia i takie miłości (przynajmniej nie zawsze), ale do mnie przemawia, jak nic innego bardziej. Kocham każdą stronicę i wiem już, że na zawsze stanie się jedną z najbardziej lubianych przeze mnie historii, manga to potwierdza. Kocham szkice, fabułę, charaktery postaci i niezwykły humor. Nie ma nic lepszego na poprawę nastroju, naprawdę (w mandzie, co prawda w mniejszym stopniu niż w anime, ale jednak :D).

Polecam, każdemu, nie tylko miłośnikom anime i tego gatunku literackiego.
Moja ocena: 6

Wolf’s Rain, tom 1, Keiko Nobumoto

Sięgając po mangi czy inne historie obrazkowe, często głównie zwracam uwagę na to, jak została wykonana. Zachwycam się kreską, cieniowaniem i sposobem przedstawienia każdej z postaci, czy scenerii, w której się akcja rozgrywa. To niezwykłe ile emocji można przekazać poprzez cienie, kreski… Każda z nich jest ważna i każda z nich spełnia swoją funkcję. Wszystko jest dopracowane. I to, tak naprawdę, chyba najbardziej cenię w mangach- walory estetyczne. Dopiero później fabułę, bo przecież bez żywych bohaterów i ciekawej historii, nawet najpiękniej narysowany komiks nie zachwyca.

Keiko Nobumoto (信 本 敬 子, ur. 13 marca 1964 w Hokkaido w Japonii) to japońska scenarzystka. Jest najbardziej znana z napisania scenariusza do anime „Cowboy Bebop” i „Wolf’s Rain”.

Mangę tę miałam już na oku, wcześniej. Skanlacji za bardzo nie lubię. Na szczęście, moja droga Iza, miała ją w swojej biblioteczce (dziękuję Ci po raz kolejny!). Całkiem inaczej czyta się mangę w postaci kodeksowej, niż zeskanowane stronice. Czytanie od prawej do lewej i kontakt fizyczny z czytanym tekstem, jest chyba dla mnie najważniejszy. Nigdy się chyba nie przekonam do książek elektronicznych, chociaż kto wie…? :) W każdym bądź razie, sięgnęłam po tę mangę, słysząc wiele dobrego. Pozytywne opinie, które słyszałam nie były wcale przesadzone. Znalazłam kolejną mangę, która wciąga mnie od pierwszych stronic!
Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała
Tytuł oryginału: Wolf’s Rain
Cykl wydawniczy: Wolf’s Rain, tom 1
Wydawnictwo: Japonica Polonica Fantastica
Data wydania: 2004
ISBN: 83-89505-88-6
Liczba stron: 180
„Wolf’s Rain” to manga opowiadająca historię wilków, które aby zmylić ludzi (najczęściej nastawionych do nich agresywnie) zmieniają swoją postać na ludzką. wilki te, żyjące pośród ludzi, dziwnym zbiegiem okoliczności trafiają do Miasta Północy, gdzie zwabieni przez Kwiat Księżyca wpadają w tarapaty. Gdy Kwiat Księżyca opuszcza miasto, podążają za nim, szukając mistycznego Raju…

„Wolf’s Rain” wciąga od pierwszych stronic. Świetnie narysowana, świetnie skomponowana. Urzekła mnie postaciami, które w trafny sposób, poprzez swój wygląd oddają charakter. Klimat mangii ukształtowany przez wartką akcję i doskonale dobrane postaci urzekły mnie. Co prawda to tylko pierwszy tom, historia dopiero się rozpoczyna, ale już wiem, że sięgnę po następny tom.  Zanim powstała manga, można było obejrzeć anime o tym samym tytule. Przyznam szczerze, że jeszcze nie widziałam. Przeczuwam jednak, że niedługo się to zmieni.

Jednym z minusów jest tłumaczenie imion głównych bohaterów. Ja rozumiem, że imiona typu: Kieł, Pazur itp. są doskonałym odniesieniem, ale mnie osobiście troszkę irytowały.

Jest coś niezwykłego w tej historii, coś co sprawia, że jak się już zaczęło czytać, nie można przerwać bez skończenia. Ten, kto czytał, zrozumie.

Moja ocena: 5

Gorąco polecam :)

PS Notka pisana na szybko z Fun Campu Calsberga, gdzie pracuję na czas EURO. Kibicujecie? :)