Kategoria: Literatura angielska

Pejzaż w kolorze sepii, Kazuo Ishiguro

Są książki, które pozostawiają w nas samych ślad. Rzeźbią pokręconą dróżkę do naszego serca, by wniknąć w nie i pozostać z nami na zawsze. Są też książki, które zmieniają nasz sposób myślenia, widzenia otaczającej nas rzeczywistości. Nie piszę niczego odkrywczego, zdaję sobie z tego sprawę. A mimo to nadal jestem zaskoczona, jak napotykam na jedną z nich, o choćby minimalnym zakresie takiego oddziaływania na moją duszę, tak jak „Pejzaż w kolorze sepii” oddziaływał na mnie. 
Kazuo Ishiguro, powieściopisarz angielski. Urodzony w Japonii, od 1969 roku osiedlony w Anglii, odebrał brytyjskie wykształcenie i wniósł w angielską kulturę literacką własne dziedzictwo kulturowe, stając się – obok Rushdiego – najwyżej cenionym spośród „newcomers” pisarzy przybyłych z innych stron świata i innych kultur i współtworzących nową literaturę angielską. 
Etsuko prześladuje wizja samobójstwa najstarszej córki. Z młodszą nie może nawiązać nici porozumienia. Mijają się, nie rozumieją. Samotna, mieszkająca w Anglii Etsuko co chwilę powraca do pewnego, upalnego lata, tuż po zakończeniu II wojny światowej. Do Nagasaki, gdzie ona i jej przyjaciele chcieli odnaleźć swoje miejsce na ziemi, zasiedlając zniszczone połacie terenu. Powraca pamięcią również do przyjaźni z bardzo kontrowersyjną w zachowaniu i obyciu, Sachiko. Wspomnienia stają się na tyle silne, że Etsuko powoli zatraca jawę ze snem. 
Tłumaczenie: Krzysztof Filip Rudolf
Tytuł oryginału: Pale View of Hills
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 20 listopada 2009
ISBN: 978-83-7359-880-5
Liczba stron: 256
Zacierające się granice między jawą a snem, nadają książce trochę nierealny kształt. „Pejzaż…” czyta się bowiem, jakby słuchało się długiej opowieści, siedząc na babcinych kolanach. Opowieści o zamierzchłych czasach, o dobrobycie, którego dzisiaj nie znamy. O relacjach międzyludzkich dzisiaj nam obcych. Ishiguro ma niesamowitą moc tworzenia plastycznego obrazu. Nawet teraz, po dłuższym czasie, potrafię w pamięci odtworzyć obrazy, które malowały mi się przed oczyma wyobraźni, kiedy czytałam tę książkę, ciemną, zrujnowaną chatę Sachiko tuż nieopodal rwącej, miejscami rzeki. Jej niesforną córkę uciekającą z domu i bawiącą się z małymi kociakami. Samą Etsuko z wielkim brzuchem, noszącą w swoim łonie pierwszą córkę. Starannie wykonane szachy, którymi zajmowali sobie czas mężczyźni w życiu Etsuko, zanim wszystko się zmieniło: mąż i teść. 
Plastyka obrazów to nie jedyna zaleta tej książki. Ishiguro jest również niezwykłym kreatorem i obserwatorem ludzkich charakterów. Jego postaci żyją, naprawdę żyją na kartach powieści i stają się nam bliscy, bo są tak bardzo realni. Wzbudzają sympatię, potrafią rozczarować i podejmować niespodziewane decyzje.
„Pejzaż w kolorze sepii” to powieść, która wpoiła we mnie lekki smutek. Nie zasmuciła mnie historia samobójstwa najstarszej córki Etsuko, ale jej samotność. Przypomniała mi ona artykuł, który jakiś czas temu został przytoczony na którymś z blogów, artykuł o starości. O byciu niepotrzebnym, zbędnym dla młodych ludzi, dla własnych dzieci. 
Książka ta jest, według mnie książką o konflikcie pokoleń, o niezrozumieniu siebie nawzajem, o ostrych granicach oddzielających jedne od drugich, o nie możności odnalezienia dialogu. 
Jest to również historia wspomnień. Wspomnień wiecznie żywych, palących, wzbudzających w dalszym ciągu emocje. Wpływających na nas decyzji, zdarzeń.
Godna polecenia, a pomyśleć, że to debiut tego autora :)

Zdobywam zamek, Dodie Smith

Sięgając czasem po daną książkę, wnikając w jej świat przedstawiony, bywa tak, że nie potrafimy się odnaleźć do tego stopnia, by żyć życiem bohaterów. Czasem pobieżnie przemykamy po tym świecie, tylko płytko dotykając postaci i wydarzeń, w których biorą udział. Czasem jest wręcz odwrotnie… Sięgając po „Zdobywam zamek” nie sądziłam, że ta książka wprawi mnie w taki stan… byłam wręcz przekonana, że to lekka powieść, a wątki osadzone w całkiem niezwykłej i urokliwej scenerii, będą jedyną godną uwagi częścią tej, prawie czterystu stronicowej historii. Jakże się myliłam…
Dorota Gladys „Dodie” Smith (03 maja 1896 – 24 listopada 1990) była angielską pisarką. Smith jest najbardziej znana z powieści 101 Dalmatyńczyków. Inne jej prace m.in. Zdobywam zamek i The Starlight Bark.
Książkę tę dostałam już jakiś czas temu, ale gdy tylko zaczęłam ją czytać, czułam, że będzie ciężko mi się z nią rozstać. Nie dlatego, że mnie nudziła, dlatego, że wyzwalała we mnie tak wiele, różnorodnych emocji. Uśmiechałam się do głównej bohaterki przeżywającej swoje życiowe rozterki i wydarzenia, wszystko zapisującej w pamiętniku. Cassandra, mądra, młoda kobieta wraz ze swoją rodziną mieszka w starym, zrujnowanym zamku na angielskiej wsi. Wokół roztacza się piękny, wiejski krajobraz. Zauważa w sposób znaczący zmiany pór roku. Opisuje skrajną biedę, w której znalazła się jej rodzina. Dbałość o detale, szczegółowość opisów… to wszystko sprawia, że obraz jaki nam przedstawia narratorka, staje się niezwykle sugestywny. Niemalże czujemy zapach pieczeni, czy aromat porto. Niemalże czujemy jesienny deszcz na policzkach i promienie słońca otulające świat. Piękno i szczegółowość opisów to nie jedna z zalet tej książki, „najbardziej zachwycających zjawisk w literaturze angielskiej” (jak głosi dumnie, tym razem wcale nie przesadzona, notka na ostatniej stronie okładki).
Tłumaczenie: Magdalena Mierowska
Tytuł oryginału: I Capture the Castle
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 28 sierpnia 2013
ISBN: 9788379430062
Liczba stron: 351
Codzienność zaczyna ciążyć domownikom. Dysfunkcyjność rodziny zaczyna się powiększać. Ojciec, niegdyś szanowany autor jednej książki, popada w coraz większe otępienie i niemożność tworzenia. Topaz, macocha Cassandry, Rose i Thomasa, całymi dniami, próbuje znaleźć pieniądze na przeżycie. Niegdyś sławna modelka obrazów, znanych londyńskich malarzy, zajmująca się, jak tylko może najlepiej zamkiem i swoją, nową rodziną. Stephen, syn służącej, który został przygarnięty przez rodzinę Cassandry po śmierci swojej mamy, jest jedyną osobą przynoszącą pensję z pracy na pobliskiej farmie. Przeciekający dach, przeraźliwe zimno, brak bieżącej wody… zaczyna coraz bardziej dokuczać. Do pewnego, przypadkowego dnia i spotkania, nowych właścicieli zamku i okolicznej wilii, rodzeństwa Cottonów…

Może to właśnie dzięki pierwszoosobowej narracji, książka ta tak do mnie dotarła. Sprawiła, że na nowo zapragnęłam prowadzić pamiętnik. Na nowo rozkoszować się słowem pisanym na kartce papieru. Przyniosła ze sobą wiele uśmiechu, ale i łez wzruszenia. Gdy tylko wracałam do czytania, przenosiłam się w świat, który, mimo problemów, mgieł porannych i deszczu, otulał mnie ciepłem. Charyzmatyczna, zagubiona narratorka przypominała mi mnie samą, jeszcze kilka lat temu. Może nawet siebie w jej wieku. Trochę naiwną, ale nad wyraz dojrzałą. Zmieniającą się w miarę czytania. Odkrywającą kim tak naprawdę jest i czego pragnie. Jaką drogą pójść… 
Mimo, typowo obyczajowej fabuły jest to mądra, przemyślana, dobrze skomponowana opowieść. Każdy bohater naszkicowany jest niezwykle trafnie, oddając w sposób niezwykły indywidualny charakter danej persony. Szczerze? Już dawno nie czytałam tak dobrze naszkicowanych osobowości. Książka sama w sobie posiada głębię, często czytelnik zatrzymuje się na chwilę i poddaje refleksji, inaczej się po prostu nie da…
„Zdobywam zamek” jest jedną z tych książek, które zostają w nas na zawsze. Jeśli damy jej szansę. Polecam z głębi swojego serduszka. Warto.
Moja ocena: 6

Time Riders. Jeźdźcy w czasie, Alex Scarrow

Gdy sięgałam po tę powieść, wydawało mi się, że natrafiam na kolejną, lekką młodzieżówkę, w której akcja jest wartka, ale głębszych treści brak. Po raz kolejny dostałam nauczkę- nie oceniaj książek po pierwszym wrażeniu. Nigdy bowiem nie natrafiłam na książkę przeznaczoną dla młodzieży, która wywołała by we mnie tak silne emocje.
Alex Scarrow (ur. 14 lutego 1966 w Hertfordzie) − brytyjski pisarz, twórca literatury młodzieżowej, autor thrillerów oraz powieści science fiction i fantasy, projektant gier komputerowych, brat pisarza Simona Scarrowa.
Za swoją powieść Time Riders. Jeźdźcy w czasie otrzymał nagrody literackie: Hampshire Book Awards i Red House Children’s Book Award.

Nastawiona sceptycznie, nie spodziewałam się tego, co znajdę już na pierwszych stronach. Żywą, realną historię, poprzeplataną rozdziałami, napisaną z perspektywy różnych bohaterów, dającą pełniejszy obraz. 

„Time Riders. Jeźdźcy w czasie” to powieść wychodząca poza tradycyjną historię o podróżach w czasie. Nie znajdziemy tutaj typowych wehikułów czasu, prostych historii miłosnych. Naukowców, którzy tworząc wehikuł czasu chcą naprawić wyrządzone im krzywdy, ocalić zmarłych członków rodziny itp. Jest to książka skrzętnie skonstruowana. Fabuła i logiczny ciąg wydarzeń, doskonale oddaje klimat powieści. 
Tłumaczenie: Karol Sijka
Tytuł oryginału: TimeRiders
Seria: Time Riders, tom 1
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 15 marca 2013
ISBN: 9788378951001
Liczba stron: 432

Każda informacja dotycząca podróży w czasie, zmian zachodzących, gdy ktoś naruszy delikatną oś czasu, zostały doskonale opisane, wplecione w historię trójki nastoletnich bohaterów i ich mentora, staruszka Fostera, który ma za zadanie nauczyć ich wszystkiego o podróżach w czasie i stworzyć z nich Jeźdźców w czasie: grupę osób ratujących ludzkość przed szaleńcami podróżującymi w czasie i zmieniającymi historię: przyszłość i przeszłość jednocześnie. Liam został ocalony z tonącego statku, Sal z płonącego domu, Maddy zaś z samolotu, któremu groziła katastrofa. Każde z nich mogło wybrać śmierć, ale zdecydowali się wieść życie pomiędzy czasami. Pewnego dnia, wszystko zaczęło się zmieniać. Ktoś naruszył poważnie przeszłość. Liam wraz z jednostką pomocniczą wyruszają w przeszłość odnaleźć źródło zakłóceń i naprawić, to co zostało zmienione…

Krótkie rozdziały, płynny i przejrzysty sposób konstruowania opisu fabuły, dobrze nakreślone sylwetki bohaterów (nie tylko tych głównych!), interesująca koncepcja podróży w czasie (zgoła inna od proponowanych nam do tej pory w literaturze czy innych mediach). Czytając tą książkę, w pewnym sensie ma się wrażenie, że w dziwny, ale i szalenie ciekawy sposób zostaje przedstawiona historia: nie tylko Stanów Zjednoczonych, gdzie toczy się głównie akcja powieści, ale również i europejska. Wybrane wydarzenia historyczne stają się tłem dla poczynań naszych bohaterów, a dla miłośnika historii nie ma nic lepszego niż taki smakowity kąsek urozmaicający odbiór czytanych słów.
Trzymająca w napięciu. O wartkiej akcji. Pełna wzruszeń i chwil refleksji. Podróże w czasie są tylko tłem. To jest książka, tak naprawdę o przyjaźni, o chęci zmiany na lepsze, o winie i karze, o drugiej szansie. 

▲ Moja ocena: 5

UWAGA! Nie zaglądajcie na sam koniec książki: czyha tam bardzo poważny spoiler! 








Za egzemplarz serdecznie dziękuję:




Queen. Nieznana historia, Peter Hince

Queen, to jeden z najbardziej znanych i najbardziej cenionych zespołów rockowych w historii muzyki. Jeden z tych zespołów, który przecierał szlaki, nie bał się innowacji i nowości. Queen to również zespół, który uwiódł publiczność niezwykłym, pełnym energii i efektów koncertowym show. Queen to również jeden z zespołów, którym zarazili mnie rodzice. Nigdy jednak dotąd nie czytałam żadnej biografii tego zespołu, czy któregoś z członków. Kochałam ich za muzykę, ale z czasem zapragnęłam poznać ich jako ludzi, odnaleźć w nich też coś zupełnie innego… i z pomocą przyszła mi właśnie ta książka.

Peter Hince, Brytyjczyk, który w latach 70 i 80-tych, był członkiem i szefem ekipy technicznej zespołu Queen. W tym czasie towarzyszył zespołowi podczas tras koncertowych oraz pracy w studio. Hince jest także fotografem i autorem wielu unikatowych zdjęć Freddiego Mercury oraz członków Queen. Obecnie zajmuje się pisaniem i pracuje jako fotograf. Jest również autorem wystawy: Queen, The Unseen Archive. 
Sięgnęłam po tę książkę z ciekawości. Zmylił mnie jednak tytuł – „Queen. Nieznana historia”, byłam bowiem przekonana, że czeka mnie przygoda z biografią tego zespołu, napisaną przez jedną z osób, która była z zespołem przez większą część czas- widziała ich troski i twórczy zamęt, w który wpadali, gdy naszła ich wena. Otrzymałam jednak książkę opowiadającą niezwykłą historię chłopaka, który dostał niezwykłą szansę być świadkiem powstawania legendy. Magia tej książki przesiąka przez kartki tworząc niezwykły klimat, któremu poddałam się niemalże od razu.

Tłumaczenie:Aleksandra Machura, Ewa Magiera
Tytuł oryginału: Queen Unseen
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: luty 2012 
ISBN: 978-83-63248-04-8
Liczba stron: 312
„Queen. Nieznana historia”  to książka składająca się z relacji autora z podróży, tras koncertowych i sesji nagrań w studiach w wielu miejscach na świecie. To podróż, którą razem z zespołem przebył i jaka zapisała m się w pamięci. Podróż przez lata, kraje i miejsca okraszona humorystycznym stylem, uzupełniona ciekawostkami z życia grupy technicznych (ich codziennej pracy, sposoby podróży, wrażeń z miejsc, które odwiedzają i zabaw, które hucznie sobie urządzają…) i z życia zespołu. Peter Hince, jako młody osiemnastolatek dostaje niezwykłą szansę, którą wykorzystuje w stu procentach. Jego praca jest zarazem i jego największą życiową namiętnością i radością. Kocha to, co robił- widać to na każdej stronicy tekstu. Jest to przede wszystkim właśnie historia samego autora, który ze swojego miejsca na scenie (lub za sceną) podgląda życie gwiazd rocka. Z zauroczonego (ale i pełnego dystansu) chłopaka, wyrasta na mężczyznę, który pisząc tę książkę, pragnie oddać hołd czterem mężczyznom, którzy dali mu szansę na rozwój i obdarzyli go przyjaźnią i zaufaniem. 
Z każdą stronicą moja ciekawość rosła- każde z miejsc opisywanych przez autora miało swój niepowtarzalny klimat. Książka jest pełna nie tylko ciekawostek dotyczących zespołu, ale również właśnie miejsc, miast, które akurat zespół odwiedzał. Pełna młodzieńczej pasji i żywiołowości książka, którą pochłania się w jednej chwili.
Jeśli ktoś oczekuje pełnej patetyczności biografii może się rozczarować. Są to wspomnienia, które w głównej mierze opisują życie samego autora, Queen jest jakby ‚dodatkiem’, mimochodem wspomniane, a mimo to najważniejsze. Wszystko bowiem sprowadza się do tych czterech, niezwykle utalentowanych mężczyzn. Oni są wszystkim. Dlatego ciężko tę książkę nazwać biografią…
Niemniej, polecam. Bawiłam się świetnie podczas czytania i polecam, nawet tym, którzy nie przepadają za Queen– warto po nią sięgnąć, chociażby tylko po to, by zaznajomić się z pracą, jaką wykonywał autor, Peter Hince. Pracą technicznego, która jest szalenie intrygująca :)
Ponadto w książce znajdują się zdjęcia zrobione przez autora (jedno z nich zamieszczam powyżej) :)
Pssst. Kochani! Ostatnio rzadko bywam na blogu, niestety miałam małe problemy z dostępem do internetu, mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy! :)

Moja ocena: 4+
Za egzemplarz serdecznie dziękuję!