Kategoria: Obyczajowa/Psychologiczna

Klucz, Elżbieta Wardęszkiewicz

Z wieloma książkami jest tak, że potrafimy je pokochać od pierwszych stron. Wciągają nas, sprawiają, że nie możemy się od nich oderwać, są obecne cały czas w naszych myślach i ciężko nam, po skończeniu czytania, wyjść ze świata fabularnego. „Klucz” dostałam przedpremierowo, ale miałam z tą książką dziwną relację. Z angielska można by ją nazwać „love-hate relationship”. Tak wiele różnych emocji dostarczyła mi ta powieść. Może dlatego, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego…




Data wydania: 2014
ISBN: 9788379424788
Liczba stron: 423

„Klucz” opowiada historię Meli, która od najmłodszych lat była bita i poniżana przez ojca. Ojca, który przeszedł piekło w obozie koncentracyjnym. Ojca, który nigdy nie okazywał czułości, był zimny, restrykcyjnie przestrzegał zasad, które wprowadził. Ojca, który przez wiele lat wmawiał córce, że musi być najlepsza. Z jego polecenia grała na fortepianie, choć tej gry nienawidziła. Z jego polecenia poszła na medycynę i zarywała całe noce i dnie, by tylko dostać jak najwyższą ocenę, by zostać zauważona przez rodziców. Może nie tyle pochwalona, tylko zwyczajnie zauważona. Jej dorosłe życie, jak to zwykle bywa, napełnione było strachem, niepewnością. Ciąża, mąż, który był wiecznie „gdzie indziej” i z szarmanckiego, kulturalnego mężczyzny zmienił się nie do poznania. Jednak Mela przez całe życie pamięta słowa matki, które pomagają jej przetrwać najcięższe chwile:


 „Zapamiętaj na całe życie: Licz tylko na siebie. Wtedy nigdy się nie zawiedziesz. To jest klucz do sukcesu”. 

Nie mogę zarzucić tej powieści nudy, ani flegmatycznie rozgrywanej akcji. Opisy miejsc, postaci nie są przesadnie wydłużone. Fabuła jest wartka i wciągająca, na tyle, że książkę czyta się jednym tchem. Dlaczego więc wzbudziła we mnie tak mieszane odczucia? Poprzez główną bohaterkę. Jej niezdecydowanie i podejmowane spontanicznie decyzje. Nie mogę, niestety podać przykładu – zdradziłabym zbyt dużo. Miałam momenty, kiedy książką chciałam, po prostu rzucić o ścianę z irytacji. Książka potrafi wciągnąć, choć można odnaleźć w niej kilka nieścisłości, przykładowo Mela była bita przez ojca w twarz, a nikt nie zainteresował się siniakami na jej twarzy czy opuchliznami. Mogę się domyślać, że każdy stronił od wtykania nosa w nieswoje sprawy, ale bardzo wątpię, by żaden z nauczycieli nie zareagował na wiecznie posiniaczoną twarz dziewczynki. 

Byłam przygotowana na ciężką powieść o patologicznej rodzinie, może na przekrój psychiki takiego dziecka a potem dorosłej kobiety. Co prawda w książce dowiadujemy się o systemach ochronnych głównej bohaterki, możemy jednak podejrzewać tylko i wyłącznie, że jej często nie logiczne decyzje mają związek z przeżyciami dzieciństwa. Miałam nadzieję, że odnajdę w tej książce samą siebie i początkowo tak było, ale z upływem stron sam charakter bohaterki odbiegał od mojego wyobrażenia i doświadczenia. 

„Klucz” jest debiutem literackim dr Elżbiety Wardęszkiewicz, który jest naprawdę dobrze napisany. Z pasją i lekkością. Czytanie samo w sobie sprawiało mi przyjemność, nie mam co do stylu pisarskiego autorki nic do zarzucenia – wręcz przeciwnie. Zabrakło mi odrobinę dopracowania historii pod względem charakterologicznym, psychicznym i przyczynowo-skutkowym. 

Mimo mojego narzekania, książkę polecam, bo jest to jedyna taka książka na polskim rynku, jaką miałam okazję przeczytać. Jedyna taka, wzbudzająca tak szeroką gamę odczuć i emocji. 



instagram  ● ello.co  ● ask.fm ● wodpress 

Kochałem ją, Anna Gavalda

Czasami w naszym życiu pojawiają się książki, które mimo małej objętości, sprawiają, że życie zwalnia obroty, a świat wokół zaczyna przybierać całkiem inny kształt. Są to książki, które zmuszają do refleksji, do zastanowienia się. Uwielbiam takie książki. Uwielbiam być wprowadzona przez nie w stan melancholii, równy niemalże metafizyce. Wszystko zostaje nagle wywrócone do góry nogami, albo po prostu zostaję porażona mnogością nagromadzonych na tych kilkudziesięciu stronicach, emocji. Są książki, które żyją w nas znacznie dłużej niż inne. Zrastamy się z nimi, spajamy, utożsamiamy… „Kochałem ją” należy właśnie do takich książek. 

Anna Gavalda – francuska dziennikarka, pisarka.
Gdy debiutowała w 1999 zbiorem opowiadań „Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał”, pracowała jako nauczycielka języka francuskiego w szkole średniej. Książka w ciągu 9 miesięcy osiągnęła sprzedaż miliona egzemplarzy we Francji, a w 2000 otrzymała nagrodę Grand Prix RTL-Lire. 
Nie należę do kobiet, które upodobały sobie romantyczne historie miłosne. Bardzo rzadko sięgam po takową literaturę, zazwyczaj jest to czas, gdy potrzebuję książki, która nie obciąży mnie zbyt mocno, a dostarczy doskonałej rozrywki. Tym razem myliłam się co do tej książki. Do lekkich wcale bym jej nie zaliczyła, wręcz przeciwnie. Tak jak romanse, francuska literatura jest dla mnie czymś niemalże obcym, nie odnajdujemy wspólnego języka, przynajmniej nie zawsze. Jakież było, zatem moje zdziwienie, gdy tylko zaczęłam czytać a z każdym zdaniem rosła ciekawość. A wszystko zaczęło się od tragedii…

Tłumaczenie: Aleksandra Komornicka

Tytuł oryginału: JE L’AIMAIS

Wydawnictwo: Wydawnictwo Zwierciadło
Data wydania: 2011 
ISBN: 978-83-247-2721-6
Liczba stron: 160

Chloe, matka dwóch córeczek, zostaje opuszczona przez swojego męża. Załamana, paradoksalnie dostaje największą pomoc i wsparcie od swojego, zdawałoby się, chłodnego teścia. Zaopiekował się nią i swoimi wnukami, a w międzyczasie snując opowieść o swoim życiu, o którym nikt, niemalże nic nie wiedział. Była to opowieść o miłości, o decyzjach, które należy podjąć i o żalu, za stracony czas i popełnione błędy. Natomiast Chloe, snuła opowieść o swoim małżeństwie, o problemach, o początkach miłości, która wydawała się nie mieć końca. O swoich obawach. Książka ta, w gruncie rzeczy, jest jednym długim, przejmującym dialogiem. Rozmową dwójki dorosłych ludzi, różniących się niemalże wszystkim. Bariera pokoleniowa, niemalże nie do pokonania – a mimo to, umiejących słuchać i, poniekąd, zrozumieć.

„Kochałem ją” jest nie tyle opowieścią o rozstaniu, porzuceniu, co o prawdziwości miłości i końcu pewnych rozdziałów w naszym życiu. Rozdziałów, które nie powinny przesłaniać nam najważniejszych wartości… dla Chloe, macierzyństwa i piękna chwil, które mogła spędzić razem ze swoimi córkami. Tej pięknej codzienności, która jest znana tylko rodzicom. 

Wzruszająca. Bardzo plastyczna. Ciekawa. Inna. Godna polecenia, po prostu. Na chłodniejszy, wiosenny wieczór pod kocykiem i z herbatką jak znalazł.