Kategoria: Fantasy

Syrena, Tricia Rayburn

Przyznaję się od razu bez bicia- sięgnęłam po tę książkę, za namową Waszą, recenzentów i czytelników. Naczytałam się, bowiem o niej samych dobrych rzeczy. Wielu z Was było nią naprawdę zachwyconych, a ja zaczęłam się zastanawiać, co jest takiego w tej książce, że każdy, kto po nią sięgnął nie mógł wyjść z podziwu nad faktem, że jest to jedna z lepszych historii (jak nie najlepsza) jakie czytał do tej pory. Sięgnęłam po nią, więc z czystej ciekawości. Ciekawość podobno to pierwszy stopień do piekła… ale nie tym razem.

Tricia Rayburn swoją pierwszą książkę napisała jeszcze jako nastolatka. Dziś jest uznaną autorką powieści dla młodzieży. „Syrena” to pierwsza część jej wspaniale zapowiadającej się romantycznej serii z wątkiem kryminalnym. 

Podchodziłam do tej książki sceptycznie, zazwyczaj jestem ostrożna, jeśli chodzi o recenzje, które czytam. Wolę sama przekonać się, jaka jest dana książka i czy rzeczywiście jest taka ciekawa i wciągająca, jak o niej piszą. Staram się również nie nastawiać, po takich recenzjach jakoś specjalnie, jak wiadomo ilu ludzi, tyle ocen. Miałam jednak nieodpartą potrzebę sięgnięcia po książkę, która wydawała mi się całkiem inna niż wszystkie w tym natłoku paranormal romance. Ciekawa, całkiem nie spotykana tematyka, intrygująca okładka (wiem, wiem, książek nie ocenia się po okładkach, ale takie miniaturowe dzieła sztuki należy doceniać!), doskonale dobrana typografia… zachęcało mnie to wszystko i gdy tylko miałam okazję, wklepałam tytuł w wyszukiwarkę na stronie Biblioteki Uniwersyteckiej i już na drugi dzień trzymałam ją w ręce. Nie od razu zaczęłam czytać, ale muszę przyznać, że warto było.

Tłumaczenie: Anna Kloczkowska 

Tytuł oryginału: Siren

Seria: Syrena, tom 1

Data wydania: maj 2011

ISBN: 978-83-245-8989-0

Liczba stron: 360

Vanessa i Justine Sands, jak co roku spędzają wakacje w nadmorskiej miejscowości Winter Harbor. Miejscowość ta towarzyszy im w niemal każde wakacje, znają ją i uwielbiają, mają tutaj przyjaciół i ulubione miejsca- jednym z takich miejsc jest urwisko Chione. Pewnego jednak burzliwego wieczoru, kiedy to podczas zażartej rodzinnej kłótni, Justine  wybiega z domku letniskowego rodziny i w tajemniczych okolicznościach skacze z urwiska prosto w głębiny zatoki tracąc życie, wszystko się zmienia. Vanessa nie mogąc pogodzić się ze śmiercią starszej siostry, wraca do Winter Harbor w poszukiwaniu odpowiedzi. Szereg zdarzeń prowadzi ją do rodziny, która prowadzi restaurację „U Betty”, a kolejne tajemnicze morderstwa dają jej i jej przyjaciołom do myślenia o tym, co dzieje się w tym nadmorskim miasteczku…

„Syrena” to książka, która rozkręca się powoli. Główna bohaterka ma czas, by odnaleźć siebie i wsparcie bliskich po stracie siostry, ma czas by móc powiązać fakty, nawiązać nowe przyjaźnie. To wszystko sprawiało, że mi akurat ciężko było wdrożyć się w ten świat i dynamikę fabuły, która w pierwszej połowie książki była niemrawa. To, oczywiście nie zmienia faktu, że jest to książka, którą czyta się przyjemnie. Irytowały mnie, czasami przy długie opisy myśli narratora a zarazem głównej bohaterki, Vanessy, ale to może tylko moje odczucie. Niemniej, nie przerywałam czytania i w miarę ubywania stron akcja zaczynała nabierać tempa a mój zachwyt zaczął rosnąć. 

Historia opowiedziana w tej książce jest niezwykła. Na początku zastanawiałam się, czy przypadkiem ktoś się nie pomylił nazywając tę książkę paranormalnym romansem, bowiem przez większość książki wydaje się, że tych wątków jest naprawdę niewiele. Teraz wiem, że to był zabieg celowy. Celowy, by doskonale skonstruować fabułę i doskonale stworzyć klimat, stopniowo go zmieniając.

„Syrena” to nie tylko opowieść o tajemniczych istotach, które niczym mitologiczne syreny wabią mężczyzn, jest to też opowieść o sile miłości i odwadze przełamywania lęków. Historia ta sprawia, że się uśmiecham. Na pewno sięgnę po kontynuację.

Moja ocena: 4+

Kolor magii, Terry Pratchett

Książek Pratchetta chyba przedstawiać nikomu nie trzeba, ba samej postaci autora większości czytelnikom przestawiać nie trzeba. Jest to jeden z tych autorów, który przyciąga całym sobą coraz to szersze grono odbiorców. Jego cykl książek o mistycznym i przepełnionym magią Świecie Dysku zna wiele osób- nie tylko miłośnicy autora. Moim ambitnym, osobistym wyzwaniem jest przeczytanie każdej książki ze Świata Dysku w chronologii- tak, jak została napisana (wydania polskie troszkę różnią się z tymi angielskimi, co można zauważyć tutaj). Pierwszą w kolejności jest „Kolor magii”, książka, która w sposób niebywały wprowadza nas w świat przedstawiony, klimat i dynamikę fabuły powieści Sir Pratchetta.

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Tytuł oryginału: The Colour Of Magic
Seria/cykl wydawniczy: Świat Dysku, tom 1
Data wydania: wrzesień 1994
ISBN: 978-83-7469-097-3
Liczba stron: 208 s.

„Kolor magii” to historia niedoszłego maga Rincewinda, który pewnego dnia spotyka zaiste dziwnego człowieka – pierwszego w historii Turystę, czterookiego Dwukwiata. Dwukwiat przybył do najstarszego i najbogatszego w zabytki miasta Świata Dysku, Ankh-Morpork z ciekawości. W swojej rodowitej krainie, pełnej złota, jest urzędnikiem znudzonym swoją codziennością. Pewnego dnia zatem zabrał swój bagaż (cóż to za dziwny bagaż o stu nóżkach!) i wyruszył w podróż. Tak się złożyło, że jedynie Rincewind znał język przybysza. Razem wpadli w niezłe tarapaty, gdy tylko wieść o bogatym przybyszu rozniosła się po mieście…


Muszę przyznać, bez bicia, że zanim przeczytałam tę książkę, obejrzałam film telewizyjny, który został nakręcony w 2008 roku i zrealizowany przez reżysera Vadima Jeana, a scenariusz napisał we współpracy z samym autorem. Książka, więc nie była dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem (mimo, że film oglądałam ze trzy lata temu!). Niemniej bawiłam się prześwietnie! Specyficzny humor, wartka akcja, coraz to nowsze przygody maga-nieudacznika i wiecznego optymisty-turysty są jednymi z moich ulubionych ze Świata Dysku
Za każdym razem, gdy sięgam po książkę Pratchetta wiem, że to będzie przygoda niemalże nie do opisania. Świat przedstawiony jest tak bogaty w wszelkiego rodzaju stwory, miejsca i samych postaci, których ledwie możemy sobie wyobrazić- nasza wyobraźnia ma niezłe pole do popisu! Każda z istot, każdy bohater (nawet nie główny, ale poboczny) ma indywidualny charakter. Są niemal namacalny, z krwi i kości. Wykreowani i, niekiedy przerysowani. To właśnie lubię najbardziej- mnogość charakterów, mnogość światów i mnóstwo miejsca dla dobrej zabawy i doskonałego spędzenia czasu. 
Każdy jednak musi wyruszyć w tą podróż ku fantastycznej przygodzie sam! :)

Polecam, bez dwóch zdań.

Moja ocena: 5

Pragnienie, Carrie Jones

Sięgnęłam po tą książkę, częściowo dlatego, że dostałam do recenzji drugą część i chciałam poznać tą historię od początku, częściową dlatego, że oczarowała mnie okładka książki. Tajemnicza, z pozłacanymi elementami, ale nadal mroczna. Naczytałam się o tej książce już wiele, ale mimo to chciałam przekonać się na własnej skórze, czy słusznie jest wychwalana (bądź krytykowana)… Muszę przyznać, że przyjemnie mnie zaskoczyła.

Carrie Jones to amerykańska autorka. Jest autorką książek zarówno fantasy jak i innych fantastycznych gatunków, w tym paranormalnej serii powieści Pragnienie . Jones otrzymała wiele nagród i pojawiła się na liście New York Times Best Seller.
Tłumaczenie: Jankowska Dobromiła
Data wydania: 2010 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-62478-08-8
Liczba stron: 308
Zara przeprowadza się do zimnego miasteczka w stanie Main, po śmierci ojczyma. Mieszka razem z babcią i próbuje pogodzić się z tym, że już nie ujrzy swojego ojca. Pierwsze dni w nowej szkole, Zara przyjmuje z zaskoczenie, dzięki nowo poznanym ludziom, powoli zaczyna odżywać. Jej nowe siły życiowe i szczęście psuje jednak tajemniczy osobnik, który wydaje się śledzić ją odkąd zginął jej ojciec. Kim on jest? I czego właściwie od niej chce?
Muszę się przyznać bez bicia, że podobała mi się ta książka. Sympatyczna bohaterka, która wpada w poważne tarapaty, a z nich ratuje ją ‚rycerz-bohater‚ i grupa przyjaciół. Bohaterka kolekcjonująca fobie, co trzeba dodać, bo fobie w tej książce występują, co rozdział. (Nawiasem pisząc, nie zdawałam sobie nawet sprawy ile fobii w ogóle na świecie jest i jakie, niekiedy mają przedziwne nazwy!) Sama historia przywodzi na myśl tą z serii „Zmierzch” (przynajmniej mi się takie skojarzenie nasunęło), powiela identyczny schemat: bohaterka z ciepłego regionu przeprowadza się niemalże na Antarktydę (według jej mniemania, oczywiście), poznaje bohatera, który tylko w części jest człowiekiem; wpada w gigantyczne tarapaty etc. Inaczej jednak, niż w przypadku „Zmierzchu” były moje odczucia: akcja jest wartka, czytając książkę nie da się nudzić. 
Jeśli ktoś ma ochotę na lekką, ale i ciekawą książkę, polecam.
Moja ocena: 4+

Koralina, Neil Gaiman

Z tą książką miałam problem- za bardzo porównywałam ją do filmu (po raz kolejny obejrzałam film na podstawie książki i dopiero po fakcie dowiedziałam się o tym :| ) I niestety, ze smutkiem muszę napisać, że moje pierwsze spotkanie z Neilem Gaimanem uznaję za średnio udane. Film animowany był zdecydowanie lepszy.
Neil Gaiman to angielski pisarz, scenarzysta i redaktor, autor licznych powieści, opowiadań i komiksów fantasy, science fiction i grozy. W „Dictionary of Literary Biography” jest wymieniony jako jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy fantasy, urban fantasy i s-f. 
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Coraline
Seria/Cykl wydawniczy: Andrzej Sapkowski przedstawia
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 2003
ISBN: 8389004348
Liczba stron: 160
Koralina wraz z rodzicami przeprowadza się do dużego i starego domostwa, które zostało podzielone na kilka oddzielnych i samodzielnych mieszkań. Koralina uwielbia eksplorować nowe miejsce, zwłaszcza że jest odosobnione i w sąsiedztwie nie ma w ogóle rówieśników. Nudzi się w deszczowe dni, gdy rodzice wiecznie są pochłonięci pracą w swoich gabinetach i nie mają dla niej czasu. Odwiedza sąsiadów i narzeka. Podczas jednych z takich wypraw badawczych odkrywa tajemnicze drzwi w jednej ze ścian. I gdy przechodzi przez te drzwi trafia do całkiem innego świata, gdzie nic nigdy nie bywa takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydaje…
Nie jest to, według mnie książka dla najmłodszych czytelników. Ma za zadanie przerażać. Mnie osobiście nie przeraziła. Film przeraził mnie znacznie bardziej. Klimat książki jest jednak mocno wyczuwalny, oszczędny i prosty sposób opisów, zarówno postaci jak i otoczenia, sprawia, że książeczkę czyta się szybko i przyjemnie. Umiliła mi kilka godzin, choć, jak już wcześniej wspomniałam, nie zachwyciła mnie. Zabrakło mi kilku stron, kilku wątków, które były w filmie i, które doskonale uzupełniały fabułę powieści. W każdym bądź razie urzekł mnie świat przedstawiony, głównej bohaterki nie da się nie lubić, a ilustracje zamieszczone w książce dodają tylko smaczku.
Jedna z ilustracji znajdujących się w książce.
Może źle oceniać książkę porównując ją do filmu, ale nic nie poradzę, że takie porównania narzucały mi się podczas czytania. Może następnym razem zastanowię się i sprawdzę w źródłach (na filmwebie :P), czy dany film, który mam zamiar obejrzeć nie jest przypadkiem adaptacją :D
Kadr z filmu animowanego na podstawie książki, gorąco polecam! :)
Nie mam zamiaru poprzestać na jednej książce tego autora i mam nadzieję, że następny wybór będzie znacznie lepszy :)
Moja ocena: 4-