Jesteś nikim

Wyobraź sobie taką sytuację. Masz kochającą drugą połówkę, rodzinę, na której możesz polegać, pasje. Ludzie spotykani w internecie i w rzeczywistości są zachwyceni tym, co robisz. Uśmiechasz się, dziękujesz, zawstydzasz – bo tak naprawdę wiesz, że to nie prawda. Wiesz, że nocami nie sypiasz, budzisz się z płaczem, cicho łkasz, kiedy nikt nie widzi. Przecież wiesz, że nic nie osiągnęłaś, jak możesz być szczęśliwa, kiedy jesteś tak bezwartościowym człowiekiem?

SYSTEM OCHRONNY

Codziennie walczysz sama ze sobą. Walczysz, by wstać z łóżka, zrobić kawę, normalnie funkcjonować. To, co dla innych jest normalnym trybem życia, dla Ciebie jest kolosalnym wysiłkiem. Jednocześnie wkładasz maskę. Udajesz, że wszystko jest przecież tak, jak być powinno. Nie masz prawa narzekać, ani być nieszczęśliwą. Unikasz pytań wiecznie zakładając uśmiech na twarz. Jesteś dobrą aktorką, zdyscyplinowaną i wyszkoloną. Czerpiesz zachłannie z każdej szczęśliwej chwili. Wiesz, że to nigdy nie minie.

Zawsze byłam ambitna, waleczna. Wypełniałam czas marzeniami o świetlanej przyszłość, do której dojdę sama. Rzeczywistość mnie zraniła. Powoli unicestwiała moje dziecięce marzenia. A właściwie to rzeczywistość, którą wykreowała moja głowa. Jestem jedną z tych osób, które dorastały w patologicznej, pełnej okrucieństwa rodzinie. Jedną z tych osób, nad którymi znęcano się w szkole. Jedną z tych osób, które chciały popełnić samobójstwo w wieku dziesięciu lat i jedną z tych osób, które cały czas myślały o ucieczce z domu w wieku dziecięcym.

6753_b325

Gdy wyjechałam z rodzinnej miejscowości do dużego miasta, a odległość dzieląca mnie od piekła, które znałam, zwiększyła się do 500 km, odetchnęłam z ulgą. Niestety nie na długo. Toksyczny pierwszy związek, toksyczni okradający przyjaciele, ciągła tęsknota do mamy i siostry, wieczne doniesienia o piekle z domu, telefony zapłakanych bliskich… Wieczne kłamstwa, udawanie, że jest się silniejszą, by nie martwić najbliższych.

Próbowałam radzić sobie ze swoim smutkiem na każdy możliwy sposób, ale on zawsze wracał. Nie ważne, jak ciężko pracowałam ze sobą, on zawsze był. Tuż pod skórą. Zbyt blisko, by o nim całkowicie zapomnieć.

Gdy w kwietniu ubiegłego roku zmarła moja babcia, cały mój pancerz ochronny runął. Początkowo nawet nie chciałam tego widzieć. Udawałam, że sobie radzę, w końcu tego oczekują ode mnie inni, ale w środku krzyczałam, a ten krzyk rozdzierał mi duszę.

SAMOBICZOWANIE

Nie pamiętam jak to jest żyć bez depresji, czy samookaleczania psychicznego, o którym tak doskonale napisała Ewelina Mierzwińska (polecam). Nie pamiętam jak to jest wierzyć w siebie w stu procentach, kochać siebie w stu procentach i żyć w ogóle na sto procent. Kiedyś potrafiłam walczyć, mierzyć się ze swoim strachem (jest ich tak cholernie dużo…) i zwyciężać, choć te małe potyczki.

Dzisiaj nie jestem w stanie. 

3113_bee8

ODBUDOWAĆ ZNISZCZONE

Piszę to wszystko, bo szukam ukojenia. Szukam pomocy. Może, gdy wszystko, co najgorsze napiszę, to w końcu zniknie z mojej głowy. Napiszę publicznie i przyznam się do tego, że już nie mogę być podporą dla nikogo, że już nie mogę dawać rad, słuchać żali, być wiecznym wsparciem – teraz sama potrzebuję pomocy.

Pisząc publicznie, próbuję pogodzić się z tym, że czas najwyższy poprosić o pomoc innych. Wypisując tutaj swój cały ból, chcę zmotywować siebie do zmian, których się obawiam.

Chcę od dziś, powoli mierzyć się ze swoją chorobą (wreszcie to napisałam!), ze swoim bólem, smutkiem i strachem codziennie. Małymi kroczkami, wypracowując sobie nowy system obronny: oparty na zrozumieniu i leczeniu. I szczerości. Względem siebie, jak i względem wszystkich innych.

***

Długo myślałam nad publikacją tego posta. Przemawia przeze mnie wiele emocji, jest w nim wiele bólu. I patrząc z perspektywy wielu lat: nie ma wyjścia, trzeba działać, teraz. Nie jutro, nie za miesiąc. TERAZ. Dla mnie samej. Przede wszystkim dla mnie.

Podobno kobiety, gdy kochają są najsłabsze. Poświęcają wszystko dla osób najbliższych, zapominają całkowicie o sobie samej. Nie jestem wyjątkiem, ale teraz czas na odrobinę zdrowego egoizmu. Uspokojenie i wyruszenie na wyprawę, która przyniesie ukojenie. Nie oczekuję, że wyleczę się do końca ze swojego smutku, ale chcę po prostu funkcjonować normalnie.

Jeśli macie jakieś rady na co zwrócić uwagę przy wyborze lekarza, czy terapii, albo po prostu znacie jakieś ciekawe metody terapeutyczne, proszę dajcie znać.

***

O depresji, samej w sobie jeszcze napiszę, ale jeśli i Ty borykasz się z podonymi emocjami, pamiętaj, nie jesteś sam. Napisz, jeśli chcesz pogadać, opowiedzieć swoją historię: mona.te.bloguje@gmail.com – czasem rozmowa pozwala zrzucić z bark odrobinę ciążącego smutku.

17 uwag do wpisu “Jesteś nikim

  1. Wiesz co, mi pisanie pomogło. Nigdy się nie zdarzyło, żeby emocje zniknęły po napisaniu, ale łatwiej było je podczas pisania uporządkować, bo ja swoich emocji się dopiero uczę i jeszcze parę lat temu nie potrafiłam się do nich przyznawać przed samą sobą, a co dopiero innymi. A w ten sposób mogłam się przyznać, że potrzebuję pomocy, kiedy nie byłam w stanie powiedzieć tego na głos. I mój poprzedni blog to jest w sumie nic innego niż taki emocjonalny pamiętnik.
    Także polecam.

    Co do wyboru lekarza to powiem tobie, że jak już się zdecydowałam to chciałam pójść jak najszybciej, zanim sobie wmówię, że nie powinnam. Więc weszłam na znanegolekarza i patrzyłam, kto zwróci moją uwagę. Nie wiem, na ile to dobra metoda, ale dla mnie była chyba najlepsza w tym momencie. :D Co do reszty, znam sporo rzeczy, o których wspominasz. Nie wiem, czy napisałaś, żeby to z siebie wyrzucić i nie roztrząsać bardziej tematu czy chcesz pogadać? Mój mail masz, chyba, nawet adres :) Albo ja mogę do ciebie napisać, jeśli chcesz?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję Ci kochana! Właśnie takie publiczne przyznanie się do choroby i spisanie wszystkich myśli trochę uporządkowało mój chaos. Zawsze czuję się trochę bardziej „oczyszczona”, gdy się wypisze.
      Co do emocji – omg, ja też się ich cały czas uczę i jest to cholernie męczące i trudne miejscami…

      Dziękuję Ci, kochana, za wszystko :*

      Polubione przez 1 osoba

      1. Moje pierwsze próby ogarniania emocji wyglądały tak, że ja pisałam coś na blogu, a moja przyjaciółka to czytała i mówiła, co myśli i próbowała mnie wkręcić w dialog. Także na początku to wyglądało bardziej jak spisywanie zeznań i próby przesłuchiwania niż faktyczna rozmowa… :D Ale wiesz, ostatnio sobie uświadomiłam, że jak coś jest nie tak to ignoruję głos w głowie, który mówi, że mam być samodzielna (dzielna, nie obciążająca innych problemami itp) i po prostu do niej dzwonię. I jakoś przestałam się przejmować tym, że może będę ryczeć do słuchawki. Bo taka rozmowa cholernie pomaga.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Mnie ryczenie strasznie męczy i fizycznie i psychicznie, może właśnie dlatego jest mi ciężko z kimkolwiek rozmawiać.

        Genialny pomysł na czytanie i analizowanie wpisów! Może swojego Prawie Męża do tego zatrudnię :D

        Polubione przez 1 osoba

      3. No nie jest to moje ulubione zajęcie. :D Ale jak moja matka robi awantury to ja prędzej czy później ryczę, odruchowo chyba już. Więc cudów nie ma, muszę się z tym pogodzić.

        No, moja przyjaciółka sama na to wpadła, podziwiam, że jej się chciało. I że to faktycznie zadziałało.
        Jak moi znajomi trafiali na moje blogi to reakcje (i moje, i ich, w sumie) były różne.
        Ale możesz Prawie Mężowi ten pomysł podsunąć, może chwyci?

        Polubione przez 1 osoba

      4. Może :D Zobaczymy jak będzie, może się uda :) Zawsze to jakaś dodatkowa pomoc :>

        Co do płakania – chyba nie ma osoby, która to lubi… a jak się jest chorym, to wydaje mi się, płakanie jest czymś nieodzownym. Strasznie dużo tego płaczu, mnie wzruszają nawet głupie reklamy :D I to jest akurat dobre i próbuję „cieszyć” się z dobrych emocji i w ogóle z emocji, bo są dni, kiedy nie czuję nic i mnie to przeraża.

        Polubienie

  2. Nie jesteś nikim. Nikt nie czuje tego co Ty i nikt nie ma takiej samej historii.
    Uważam, że postawiłaś swój pierwszy krok w walce o lepsze jutro. Napisałaś o tym, przyznałaś się do słabości.
    Mówienie otwarcie o problemach, to dowód wielkiej odwagi. Wiedz, że jesteś wielka, bo niewielu potrafi się do tego przyznać.
    Wiedz, że jesteś wielka, bo niewielu potrafi się do tego przyznać.
    Przeżyłam niedawno ogromną stratę. Taką, która zawsze pozostanie pustką, a z którą stopniowo uczę się żyć. Moim punktem zahaczenia jest moja pasja, moim terapeutą – moja rodzina.
    Ciągną mnie w górę, kiedy spadam w dół, kiedy ja unoszę się nad ziemię, oni unoszą się ze mną. Razem. To najpiękniejsze słowo na ziemi.
    Dobrze jest mięć oparcie w kimś bliskim. Pamiętaj, że żaden problem nie dotyczy wyłącznie Ciebie. Walcz o jutro z Tym kimś.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
    A.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jestem wzruszona Twoim komentarzem, kochana! Dziękuję Ci, dziękuję za wsparcie i za każde słowo.
      Nie czuję się odważna, choć przyznaję, publikacja tego postu była trudna. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga i wiele godzin walki samej ze sobą… Ale już nie chcę tego smutku, dni, w których czuję, że jestem wypłukana z emocji kompletnie. Skończyłam z tym.

      Odwagą będzie dla mnie faktyczne trwanie w postanowieniu i jego realizacja – zwłaszcza, że się zwyczajnie boję.

      Dziękuję kochana, jeszcze raz, za wszystko :*

      Polubienie

  3. Gratuluję odważnego wpisu. Zdaję sobie sprawę, że bardzo ciężko jest mówić o takich rzeczach kiedy jest się „w”. Patrząc na, chociażby leczenie, z perspektywy lat – jest łatwiej.
    Czytając twój wpis myślałam tylko o tym, żeby prosić cię żebyś nigdy nie szła w psychotropy i antydepresanty. Ale wiem, że nie powinnam bo czasem są niezbędne w terapii. Wiem tylko, że wyjście z uzależnienia od tych środków jest ciężkie. Bardzo, bardzo ciężkie.
    I myślę, że ze skłonności depresyjnych się nie da wyleczyć. Zawsze będą, ale radzenie sobie z nimi jest za każdym razem szybsze i coraz bardziej skuteczne :)
    Jak będziesz potrzebowała pogadać, napisz :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kochana! Dziękuję Ci za komentarz! Na pewno będę uważać na jakiekolwiek leki, mam nadzieję, że lekarz faktycznie może ich mi nie przepisze – naczytałam się też o wszystkich skutkach ubocznych etc. Chciałabym by sama terapia wystarczyła, ale wiem, że niestety, nie zawsze się tak da.
      Wiesz, ja wiem, że się z depresji nie da wyleczyć, że będzie wracać etc. Chcę po prostu w momentach kryzysowych mieć możliwość pomocy sobie w sposób, mam nadzieję, skuteczny.

      Dziękuję kochana za wszystko, naprawdę :*

      Polubienie

  4. Pisanie pomaga… Tworzenie sobie pola do małych sukcesów, krok po kroczku, też pomaga, psychoterapia też pomaga, ale uzależnia, psychiatra tylko uzależnia (od recept)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak właśnie staram się działać i wiem, że wszystko to, co ma nam pomóc, może też zaszkodzić, dlatego cały czas próbowałam poradzić sobie sama, ale ostatnie wydarzenia z życia mnie doprowadziły do stanu strasznego. Muszę sobie jakoś pomóc, koniecznie.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.