BACK TO THE FUTURE 2015 | Sentymenty #1

Ostrzegam: to będzie całkiem inny post w całkiem innym cyklu na moim blogu. Sentymenty to cykl, w  którym będę oddawać się nostalgii i czasem ckliwie wspominać pewne książki, filmy czy płyty (cykl będzie się pojawiał niezależnie od planu publikacji). Wszystko, co przeczytacie w tym cyklu jest we mnie zakorzenione od dziecka, od dziecka wpajane i od dziecka uwielbiane.

Dziś jest wyjątkowy dzień, o czym cały internet trąbi od rana. I może mój post zgubi się w otchłani internetu zalanego falą wspomnień i artykułów, ale dla mnie będzie już zawsze jednym z najważniejszych postów tego typu na moim blogu. Jeśli macie, więc, ochotę powspominać razem ze mną, zapraszam.

Pora na przygodę

Pamiętam ten dzień jak dziś. Miałam kilka lat, były święta. Mieszkaliśmy jeszcze w starym domu, z czerwonej cegły. Mróz był taki, że wychodząc z domu zamarzały włosy. Drewniane okna całkowicie pokryte szronem przepuszczały mizerną ilość światła. Mała choinka migotała kolorowymi światełkami, a stary piec kaflowy przyjemnie ogrzewał. Nie pamiętam całej sytuacji, wiem tylko, że pierwszy raz obejrzałam film, który mnie zachwycił i rozbawił. Mieliśmy wtedy jeszcze czarno-biały telewizor, który śnieżył niemiłosiernie. Siedliśmy w kręgu, rodzice na starej wersalce, my na podłodze na poduszkach z pierza. I oglądaliśmy.

Ze wszystkim części w serii „Back to the Future…” część druga była moją ulubioną. Mam dziwną tendencję do kochania się w historiach będących odzwierciedleniem ludzkiej przyszłości. Jaka była moja radość, kiedy mogłam w końcu obejrzeć tę część w kolorze, zajadając popcorn i mając odrobinę więcej lat. Więcej, by wyobrażać sobie, że posiadam taką deskolotkę i samozawiązujące się buty. Wtedy, mieszkając na mazurskiej wsi, wsi liczącej niewiele ponad 250 osób, mając do najbliższego miasteczka (powiatowego) ok. 15 km, to co zobaczyłam było istnym kosmosem. Do nas wszystko przychodziło zawsze z opóźnieniem. Dopiero od kilku lat PRL odchodził w zapomnienie. Nie było telefonów, ani kanalizacji a co dopiero mówić o kolorowym telewizorze. Wizja przyszłości namalowana w tej części była dla mnie tak abstrakcyjna i tak magiczna jak nic dotąd (oprócz „Gwiezdnych Wojen”, o których też pewnie będę pisać).

Dla tych, którym fabuła nie jest bliżej znana, w skrócie: szalony naukowiec tworzy wehikuł czasu. Nie byle jaki wehikuł, jest to bowiem jeden z najfajniejszych samochodów ever: DeLorean. Niestety w wyniku konfliktu: Libijczycy – Doktor, nasz główny bohater Marty, wyrusza w podróż w przyszłość, przy okazji plącząc czasoprzestrzeń. Marty jest typem, którego kłopoty kochają, więc aby wszystko naprawić, ponownie wyrusza w podróż w czasie. Przy okazji zwiedza przeszłość i przyszłość ku mojej uciesze :D

Rozrywka na najwyższym poziomie

Domowe seanse „Back to the future” były czymś w rodzaju święta dla mojej rodziny. Tę serię uwielbialiśmy wszyscy, więc wszyscy zawsze, ale to zawsze oglądaliśmy ją razem. Czy to w telewizji, czy potem już na kasetach VHS, czy jeszcze później na płytach DVD. To był mały rodzinny rytuał. Każdy gorączkował się i cieszył na myśl o tym, że już wieczorem będzie się śmiał i emocjonował razem z Doktorkiem i Marty’m. Możecie teraz uznać, że te filmy są średniawkami, że właściwie oprócz humoru niczego nie wnoszą do życia, ale wyobraźcie sobie obraz przeciętnej polskiej rodziny w latach osiemdziesiątych i te filmy. Właściwie cała wioska była wpatrzona w telewizory, nikt nie wychodził z domów. To była czysta magia. Magia, która wpisała się w pop kulturę i świadomość ludzką tak bardzo, że dzisiaj, w dniu, w którym Marty przenosi się ponownie do przyszłości (wpisując datę 21 październik 2015 rok) świat zalała fala hołdu, uwielbienia, wspomnień a także analiz. Trzeba przyznać, że pewne rozwiązania technologiczne czy idee zawarte w tej części serii, w dzisiejszych czasach są wykorzystywane, czy pracę nad nimi są już na półmetku. O tych ciekawostkach pisze Crazy Nauka i Was tam odsyłam.

„Back to the future” dla mnie zawsze będzie filmem dzieciństwa. Filmem, który scalał moją rodzinę na tę chwilę, pozwalał na beztroskie rozmowy i śmiech. Filmem, który pobudzał wyobraźnię. Filmem, który inspirował, bawił i uczył. Jestem szczęściarą, bo mogę być w fandomie serii i cieszyć się równie mocno z tego dnia, co inni. I czasem tęsknię do tego świata, gdzie technologia jeszcze nie gościła w naszym życiu aż tak bardzo, kiedy wszystko załatwiało się przez realny kontakt z ludźmi. I tęsknię do tych czasów, kiedy takie filmy miały niepowtarzalny klimat i siłę przyciągania.

A Wy? Macie jakieś wspomnienia z serią „Back to the future”?

Zdjęcia pochodzą z Google


♥ Follow my blog with Bloglovin ♥

5 uwag do wpisu “BACK TO THE FUTURE 2015 | Sentymenty #1

  1. No to czas na małe wyznanie grzechów – jako dzieciak nie oglądałam w całości „Powrotu do przyszłości” ani „Gwiezdnych wojen”! A przynajmniej nie robiłam tego na tyle uważnie, żeby pamiętać jakieś fragmenty czy coś :P Jednak bez obaw – zaczęłam już to nadrabiać. Na razie obejrzałam trzy części „Gwiezdnym wojen”, a na odświeżenie filmu „Powrót do przyszłości” też przyjdzie czas :)

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Ważne, że masz na to ochotę :D Nie każdy musi lubić te klasyki przecież :D Ale myślę, że to wartościowe filmy, no, ale ja nie jestem obiektywna – za bardzo nimi przesiąkłam :D

      Polubienie

  2. O, widzę, że nie ja jedyna „Powrotów…” nie oglądałam w całości. W zasadzie nie jestem pewna czy jako dzieciak widziałam je nawet we fragmentach, czy te fragmenty ogarnęłam w życiu nieco później dzięki YouTube, przypadkom i artykułom tu i tam. Ale „Gwiezdne Wojny” widziałam. jakoś w latach dziewięćdziesiątych mi się wydaje puszczali je we wrocławskim kinie Lalka i chodziłam z mamą. Miłość jednak była krótka, tych nowych części już nie widziałam. #TeamStarTrek ;)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja się w sumie wychowałam na samych klasykach fantastyki, począwszy od „Gwiezdnych wojen” po „Star Treka” a skończywszy na „Gwiezdnych Wrotach” chociażby :D Mój ojciec to zapalony fan tego typu klimatów. Zresztą mama po trosze też, choć ona wolała „Szklaną pułapkę” albo „Titanica” :D
      Czasem się śmieje, że gust filmowy wyssałam z mlekiem matki, albo że został mi przekazany w genach :D

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.